29 sierpnia 2014

Rozdział 14

Debora

Justin tak jak obiecał zabrał mnie na śniadanie. Cały czas, po wydarzeniach mających miejsce chwilę po naszym obudzeniu się był dziwnie milczący. Chciałam żeby wyjaśnił mi dlaczego uważa, że być z nim i przy nim jest dla mnie niebezpieczne ale nie chciałam na niego naciskać więc odpuściłam. Powiedział, że chce ze mną być co nie zmienia faktu, że tworzymy parę na parkiecie a nasza znajomość dopiero raczkuje więc nie mam nawet prawa domagać się wyjaśnień. Jeśli będzie chciał mi powiedzieć to powie a ja muszę się z tym pogodzić. Po śniadaniu odwiózł mnie do pracy. Całą drogę milczeliśmy. Nie przeszkadzało mi to. Wydawało mi się, że to nawet lepiej. Nie chciałam powiedzieć czegoś co sprowokuje kłótnię. W zamian za rozmowę pozwoliłam sobie na oficjalne obserwowanie go. Cieszyła mnie świadomość, że już nie muszę tego ukrywać. Starałam doszukać się chociaż malutkiej wady w jego wyglądzie ale nie znalazłam nic. W sumie to było trochę przerażające. Gdybym zauważyła chociaż jedną niedoskonałość nie zastanawiałbym się tak często czy nie jest on tylko wytworem mojej wyobraźni. Często wydaje mi się, że jest za idealny by mógł być prawdziwy. Jest za piękny żeby mógł się zainteresować taką dziewczyną jak ja.
- Odbiorę Cię po pracy i pojedziemy prosto na salę - powiedział zerkając na mnie
- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo i wysiadłam. Nie znosiłam kiedy ton jego głosu był taki zimny. Rozumiem, że ten sen sprawił, że ma jakieś obawy ale to do cholery nie było moją winą. Złość uderzyła we mnie nagle i miałam ochotę wrócić do samochodu, nawrzeszczeć na niego ale nie. Po pierwsze wyrzuty sumienia męczyłyby mnie do końca życia i po drugie to bardzo zły pomysł. Szłam przed siebie skupiona na drzwiach wejściowych do sklepu gdy nagle poczułam ręce oplatające się wokół mojej talii. Doskonale wiedziałam kto to.
- Skarbie - wyszeptał mi do ucha a w moim żołądku rozszalało się stado motyli
- Co? - burknęłam
- Nie dostałem pożegnalnego buziaka - zachichotałam. Justin rozluźnił trochę uścisk pozwalając mi tym samym odwrócić się w jego stronę.
- Wiesz, że często jesteś dupkiem? - zapytałam zaplatając dłonie na jego karku
- Ale sama powiedziałaś, że bierzesz pełny pakiet - uśmiechnął się i wkradł ustami na moje. Automatycznie oddałam pocałunek.
- Bo biorę - wymamrotałam próbując unormować oddech.
- Do zobaczenia - cmokną mój policzek i poszedł do samochodu. Obserwowałam go przez chwilę i gdy zniknął z pola widzenia weszłam do sklepu.

Justin

Dojechałem na miejsce w kilka minut. Chłopcy też już byli. Posiedziałem chwilę w samochodzie starając się oczyścić umysł. Teraz musiałem skupić się na pracy ale nie mogłem odgonić od siebie tego pieprzonego snu. Jak dla mnie jest on ostrzeżeniem. Chciałem wyjść z jej pokoju i nigdy tam nie wracać ale nie mogę. Debora weszła pod moją skórę, do mego umysłu a ja nie mogę jej z niego wyrzucić. Wiem, że nie jestem w porządku ale potrzebuje jej. Cholernie bardzo jej potrzebuje. Ona daje mi trochę normalności w świecie w którym żyję. Sam go wybrałem ale to ona wybrała mnie a ja chcę dać jej całego siebie. Z zamyślenia wyrwało mnie stukanie w szybę. Spojrzałem w tamtą stronę. Zobaczyłem zniecierpliwionego Tay'a. Zrezygnowały wysiadłem.
- Justin co się dzieje?
- Nic - wzruszyłem ramionami - skupmy się teraz na robocie - wiem, że się martwi ale najpierw muszę poukładać sobie wszystko w głowie żebym mógł porozmawiać z nim. To dziwne bo jeszcze kilka tygodni temu to on zwierzał mi się z problemów z dziewczynami a teraz to ja miałem ochotę zwierzać się mu. To nie było w moim stylu tak samo jak posiadanie dziewczyn u mojego boku dłużej niż kilka dni. Debora obudziła we mnie coś co moim zdaniem już dawno umarło. Ruszyłem przodem i po chwili siedziałem przy stole. Przywitałem się ze wszystkimi i cierpliwe czekałem na osobę która rozdzieli zadania. Czas dłużył się niemiłosiernie a ja chciałem mieć to spotkanie już za sobą. Tay zajął miejsce tuż obok mnie. Również milczał. Kiedy przyjeżdżamy w to miejsce zawsze milczymy. Ktoś obserwujący nas z boku pomyślałby, że musimy być dziwakami i szczerze mówiąc nie pomyliby się ani trochę. Każdy z chłopaków siedzących przy tym stole jest dziwny i szalony jednocześnie. Każdy z nach chciałby cofnąć czas i nie wchodzić w to gówno ale teraz to nie jest możliwe. Każdy z nas prowadzi podwójne życie i każdy z nas miał inne powody by w to wejść. Usłyszałem dźwięk dochodzący zza drzwi garażu.
- Przyjechał - odezwał się Zack. On z nas wszystkich był najbliżej ze starym ale nie możemy nazwać go jego prawą ręką. Był raczej najbardziej zaufanym chłopczykiem na posyłki. Każdy z nas nim był ale to właśnie Zack informował nas o każdym spotkaniu i wykonywał najgorszą robotę. Chłopcy mu zazdrościli ale nie ja. Nie chciałem robić tego co on. Wystarczyło mi już to gówno które mam. Rosły mężczyzna wszedł w końcu do środka. W duchu biłem mu brawo. Dzisiaj spóźnił się tylko kilka minut. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Wyglądał trochę inaczej niż zwykle a na twarzy malował mu się jeszcze bardziej obleśny uśmiech niż ten który widziałem ostatnim razem. Usiadł przy stole i bez owijania w bawełnę przeszedł do rzeczy. Każdemu z osobna rozdawał towar i przydzielał zadania. Zmarszczyłem brwi kiedy mnie ominął. To nie wróżyło nic dobrego. Swoje zadania zawsze wykonywałem solidnie więc nie rozumiałem o co chodzi.
- Wszyscy już wiedząc co mają robić? - zapytał skanując nas wzrokiem. Chłopcy zgodnie pokiwali głowami. - Więc wszyscy oprócz Biebera mogą iść - spojrzał na mnie. Czułem jak gula rośnie mi w gardle. Nie byłem bojaźliwym facetem ale on mnie przerażał. Wszyscy obecni szybko wykonali jego polecenie.
- Zajebiście - wymamrotałem sam do siebie. Nie miałem ochoty zostawać z nim sam na sam.
- Jestem zadowolony z Twojej pracy - powiedział kiedy wszyscy już wyszli
- Dzięki - odpowiedziałem
- Dlatego mam dla Ciebie nowy rodzaj pracy - spojrzałem na niego zdziwiony - oczywiście też lepiej płatnej ale również bardziej niebezpiecznej - uśmiechnął się - jestem pewny, że dasz sobie rade - podsunął mi teczkę. Otworzyłem ją i przeglądałem znajdujące się w niej papiery.
- Nie mogę tego zrobić - pokiwałem głową i wstałem - nie jestem taki
- Oczywiście, że to zrobisz - podsunął mi zdjęcie - bo zależy Ci na niej - moje serce zamarło kiedy na nim zobaczyłem Deborę wchodzącą do Rosa
- Jesteś chory - wysyczałem - nie mieszaj jej w to
- Sam ją wmieszałeś Bieber - wstał i podszedł do niej - masz trzy miesiące - poklepał mnie po policzku i wyszedł. Pieprzony skurwiel! Spojrzałem na teczkę i utkwiłem w niej wzrok.

***

- Hej - Deb podbiegła do mnie z uśmiechem 
- Hej - musnąłem jej usta - gotowa na trening? - pokiwała głową i przebrała się. Nie odebrałem jej z pracy ponieważ musiałem załatwić kilka spraw. Obserwowałem ją zastanawiając się jak długo uda mi się ukryć kim tak naprawdę jestem. Od samego początku powtarzam sobie, że nie mam prawa jej tego robić ale jestem zbyt samolubny by dać jej spokój. Kiedy już się przebrała zaczęliśmy ale ja nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem o tej zasranej teczce. Dlaczego ten skurwiel musiał mi to zrobić?! 
- Justin co się dzieje? - Deb zapytała delikatnie kiedy tysięczny raz pomyliłem kroki. 
- Nic - wzruszyłem ramionami i usiadłem na parkiecie. Oparłem się o ściane, zamknąłem oczy i wyprostowałem nogi. Siedziałem tak do czasu kiedy nie poczułem jak ktoś  na nich siada. Podniosłem powieki i ujrzałem piękną twarz dziewczyny której powinienem dać spokój.
- Jesteś pewny, że nic? - wplątała palce w moje włosy i bawiła się nimi delikatnie. 
- Tak - posłałem jej uśmiech.
- Jesteś cały spięty - stwierdziła zostawiając pocałunki na moim ramieniu. Cholera! Ta dziewczyna nawet nie wie jak bardzo mnie nakręca - ale myślę, że mogę coś na to poradzić - powiedziała w mą szyję i zassała mój czuły punkt
- Tak? - zajęczałem mimowolnie
- Tak - wkradła się na moje usta i pocałowała zachłannie. Nie czekałem długo i oddałem jej pocałunek. Stawał się on coraz bardziej namiętny a mnie korciło żeby pozbyć się jej ciuchów i pieprzyć się z nią tutaj. Złapałem za końcówki jej koszulki i spojrzałem na nią.
- Nie krępuj się - powiedziała patrząc mi w oczy
- Jesteś pewna?
- Tak - przygryzła wargę i podniosła ręce do góry. Ściągnąłem z niej materiał. Widziałem jaka jest zagubiona i to dodało jej uroku
- Nie bój się - wyszeptałem w jej usta
- Przy Tobie się nie boje - pocałowała mnie. Nie powinienem tego teraz robić ale tak bardzo potrzebowałem jej bliskości. Potrzebowałem jej całej. Już zawsze będę jej potrzebował.



-----------------------------------------------------------------------------------------
I mamy nowy rozdział! ;) Mam nadzieję, że umili wam te ostatnie dni wakacji.
Chciałam bardzo podziękować za każdy komentarz każdemu z osobna.
I jak wam się podoba? Opisujcie wszystko w komentarzach (które swoją drogą bardzo motywują).

Do zobaczenia następnym razem. Pati xo

16 sierpnia 2014

Rozdział 13


Justin

Obudziłem się w ledwo oświetlonym, wilgotnym pomieszczeniu. Poruszyłem się nieznacznie i poczułem ból w lewym żebrze promieniejący na większość ciała. Opuszczona głowa była zbyt ciężka bym mógł ją podnieść. 
- Gdzie ja jestem? - wymamrotałem a w odpowiedzi usłyszałem przerażający śmiech. Poruszyłem nogami i rękami. Zdziwiło mnie, że nie jestem przywiązany do krzesła na którym siedzę. Wciąż próbowałem podnieść głowę ale nie mogłem. Czułem jakby była z tytanu i ważyła tony.
- Bieber - ktoś kopnął mojego buta. Tak bardzo chciałem podnieść tą pieprzoną głowę ale ciało nie chciało ze mną współpracować. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie do czasu kiedy go nie dozna. 
- Bieber! - ktoś krzyknął wprost do mojego ucha i łapiąc za włosy podniósł moją głowę. - Radzę  Ci grzecznie otworzyć oczy - w głosie tego człowieka czuć było szyderczość. Chwilę mi zajęło zanim wykonałem jego polecenie. Wszytko miałem zamazane. Przede mną widziałem jakąś postać leżącą na podłodze ale nie mogłem rozpoznać kto to jest. Zamrugałem kilka razy i widoczność powoli wracała. 
- Debora - wyszeptałem kiedy rozpoznałem dziewczynę leżącą na brudnym materacu. Miała skrępowane kończyny i zaklejone usta. W jej oczach widać było strach. Poczułem jak krew w żyłach mi zastyga. Co ona tu robi? Dlaczego ja tu jestem? Jak do cholery się tu znaleźliśmy? Te trzy pytania wciąż odtwarzały się w mojej głowie. 
- Witamy stary - mężczyzna poklepał mnie po policzku. Już go gdzieś widziałem ale nie miałem pojęcia gdzie. Ta jego twarz. To spojrzenie i ten głos...
- Bruno - powiedziałem sam do siebie ale on musiał to usłyszeć. Posłał mi ten swój obleśny uśmiech. - Czego chcesz? - zapytałem patrząc mu w oczy.
- Zemsty
- Zemsty za co? - musieli mi coś podać. Czułem mrowienie na całym ciele. To wyjaśnia dlaczego nie trudzili się z przywiązaniem mnie do zasranego krzesła. Próbowałem sobie przypomnieć co działo się przed tym zanim obudziłem się w tym parszywym miejscu. 
- Cóż odebrałeś mi to co miałem najcenniejsze
- Sama od Ciebie odeszła
- I związała się z Twoim bratem
- To był jej wybór - zaśmiałem się. Bruno był skurwielem i to nie moja wina, że Megan postanowiła go zostawić. Owszem, to ja poznałem ją z Jaxo ale do chuja pana to nie ja zmusiłem ją do założenia mu obrączki na palec. 
- Gdybyś nie wszedł jej w drogę wciąż była by moja
- Wciąż byłaby Twoja gdybyś nie był takim skurwysynem - sprostowałem i w tym samym momencie poczułem cios wycelowany w moją szczeknę. Głowa ponownie mi opadła. Poczekałem aż ból stanie się znośny i podniosłem ją.
- Czego chcesz? - zapytałem ponownie
- Teraz ja zabiorę Ci coś co jest najcenniejsze dla Ciebie - obserwowałem jak podchodzi do materaca i siada obok Debory. Proszę tylko nie ona - Widzisz zemsta na Twoim bracie już nie jest możliwa sam wiesz dlaczego - posadził ją i zerwał taśmę z jej twarzy. Syknęła. - więc zemszczę się na innym Bieberze
- Ona nie ma z tym nic wspólnego - powiedziałem pewnym głosem i starałem się poruszyć ale kurwa nie mogłem
- Ma - zaśmiał się i pogłaskał jej policzek 
- Justin - Debora wyłkała patrząc na mnie błagalnym głosem a ja tylko mogłem siedzieć. Skurwiel wyciągnął nóż i obracał go przyglądając się ostrzu - Justin - łzy spływały po policzkach dziewczyny
- Oboje wiemy, że nie - zwróciłem się do niego
- Jest dla Ciebie ważna więc ma - ostrzem przejechał po jej policzku a pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk. Czułem jak strach mnie ogarnia. Ten skurwiel jest zdolny do wszystkiego a ja siedzę na krześle z którego nie mogę się podnieść. Z rany dziewczyny sączyła się krew a ten idiota uśmiechał się do niej jakby nic się nie stało. Mam ochotę go zabić!
- Bruno słuchaj - spojrzał na mnie więc patrzyłem mu prosto w oczy - chcesz się zemścić. Okej. Wypuść dziewczynę i załatw to ze mną. Chcesz zemsty na Bieberze a nie niewinnych osobach. 
- Kuszące ale to zaboli Cię najbardziej - natarł na jej usta swoimi. Debora próbowała odsunąć się od niego ale unieruchomił jej głowę swoimi obleśnymi dłońmi. Gotowałem się od środka i z jeszcze większą desperacją próbowałem wstać. Zanim zorientowałem się co się dzieje on przyciskał ją do materaca i dobierał się do jej spodni.
- Tylko nie to - pokiwałem głową - Debora! Zostaw ją! - krzyczałem ale to nic nie dawało a ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. 
- Justin! - wykrzyczała moje imię przez płacz kiedy przeniósł usta na jej szyję. - Justin! Justin! Justin!
- Debora!
- Justin!


Debora

- Justin! - krzyknęłam głośniej kiedy wciąż majaczył i nie chciał się budzić. - Justin! - dalej nic. Obudziłam się kiedy krzyczał. Teraz tylko majaczył i nie dało się go dobudzić. Byłam dosłownie przerażona. - Justin! - nie wiedząc co mając robić złapałam za jego ramiona i szarpnęłam nimi. Otworzył oczy i ujrzałam w nich przerażenie.
- Debora? - zapytał zachrypniętym głosem
- Już dobrze - pogłaskałam jego policzek - to był tylko sen - zamknął oczy i wstrzymał oddech. Poczułam, że za chwilę może nastąpić coś czego nie chcę. Tym razem to ja wstrzymałam oddech i czekałam na kolejny ruch chłopaka. Modliłam się, żeby spojrzał na mnie i poprosił żebym go pocałowała jednak pomyliłam się bardzo. Justin odciągnął moją dłoń od twarzy i wstał. Obserwowałam jak zakłada spodnie.
- Nie powinienem pozwolić żeby ta znajomość wyszła poza mury Rose
- Mówisz tak przez jakiś sen? - zapytałam z niedowierzaniem i również wstałam
- Ten sen może okazać się prawdą
- Jaki sen? - miałam wrażenie, że tym razem to ja śnię
- Nie mogę Ci powiedzieć - miał zamiar wyjść oknem a ja desperacko chciałam żeby został
- Nie ufasz mi - powiedziałam normalnym tonem. Zatrzymał się. - Po co była ta randka? Po co przyszedłeś tu w nocy? Dlaczego wciąż robisz ze mnie idiotkę? - spojrzał na mnie ale milczał - Dajesz mi sprzeczne sygnały. Od samego początku albo wyśmiewasz mnie albo dajesz do zrozumienia, że nie jestem Ci obojętna! Nienawidzę tego! Nienawidzę słyszysz?! - krzyczałam przez łzy
- Deb to nie tak - pokiwał głową - jeszcze na nikim nie zależało mi tak jak zależy na Tobie
- Kłamiesz!
- Nie kłamię - ja byłam coraz bardziej roztrzęsiona a on zachowywał stoicki spokój 
- Kłamiesz! - wciąż krzyczałam - Gdybyś tego nie robił zostałbyś ze mną teraz i nie porzucał mnie przez jakiś głupi sen!
- Zrozum, że on może stać się rzeczywistością
- Gówno mnie to obchodzi rozumiesz? - podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Chciał odwrócić wzrok ale powstrzymałam do - Nie interesuje mnie jakiś pierdolony sen. Ubzdurałeś sobie coś w głowie i nie chcesz dać temu szansy. Od samego początku nie chciałeś jej dać a teraz potrzebujesz głupiej wymówki i okazał się nią być jakiś tam sen - pokiwałam głową
- Przestań
- Bo co?
- Bo nie masz pojęcia o czy mówisz! - w końcu wybuchł. Pokazał jakieś odczucie. - Nie znasz mnie! Nie wiesz kim jestem! Nie wiesz jak niebezpiecznie jest się ze mną zadawać! - wplótł palce we włosy - Cholera nie wiesz jak bardzo chce z Tobą być ale nie mogę rozumiesz? - wpatrywał się we mnie ale nie miałam zamiaru się poddawać.
- Chcesz ze mną być?
- Chce
- Więc dlaczego nie możesz?
- Bo to nie jest bezpieczne. Rozumiesz?
- Nie rozumie
- Właśnie - odwrócił się i wyszedł przez okno. 
- Tchórz! - krzyknęłam za nim ale nie oczekiwałam tego co stało się chwilę po tym. Justin wrócił. Załapał moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie zachłannie. Oddałam pocałunek i zanim zorientowałam się przycisnął mnie lekko do ściany. Byłam zaskoczona ale jednocześnie szczęśliwa, że wrócił. Pocałunek z zachłannego stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak wciąż mnie całując przeniósł dłonie na moje uda i delikatnie je ściskając zmusił do podskoku. Owinęłam nogi wokół jego bioder i pocałowałam z pasją.
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie tchórzem - wyszeptał
- Jasne - ponowny pocałunek pełen pasji. Justin położył mnie na łóżku i przeniósł pocałunki na moją szyję. Odchyliłam trochę głowę ułatwiając mu dostęp.
- Nie boję się być z Tobą - powiedziałam pewnie
- A powinnaś - zassał mój czuły punkt a ja mimowolnie jęknęłam. Poczułam jak się uśmiechnął - Nie należę do bezpiecznych ludzi
- Nie interesuje mnie to
- Dlaczego? - uniósł się nade mną
- Ponieważ chce Ciebie i biorę pełen pakiet - nic nie odpowiedział tylko wkradł się na moje usta. Ten pocałunek był tak bardzo delikatny, że bałam się, że śnię a Justin uciekł przez to okno.


______________________________________________________________
Cześć skarby. x Tym razem nie przegięłam z czasem oczekiwania na kolejny rozdział? Mam nadzieję, że nie. Mam również nadzieję, że ten przypadnie wam do gustu. Moim zdaniem to najlepszy rozdział jaki napisałam. ;) 
Małe wyjaśnienie: tekst napisany pochyloną czcionką jest opisem snu Justina. 
Wiem, że może i jest trochę brutalny ale jest również częścią wyjaśniającą przeszłość Justina. Jeśli dobrze się wczytacie i przypomnicie sobie poprzedni rozdział dostaniecie wskazówkę do rozwikłania zagadki Megan. 

Chciałam podziękować za komentarze. Nawet nie macie pojęcia jak podnoszą na duchu a im jest ich więcej tym bardziej chce się pisać. ;) Dlatego komentujecie. Piszcie co myślicie o rozdziale ale tak szczerze. 

Kocham was - Pati x

2 sierpnia 2014

Rozdział 12


Wchodząc do mieszkania starałam się być cicho i na prawdę udało mi się. Na palach skradałam się do swojego pokoju gdy nagle ktoś złapał mnie za ramię. Serce mi stanęło a z ust wydobył się krzyk.
- Deb to ja - Nick powiedział rozbawiony a ja miałam ochotę go zabić. Wyobraziłam sobie jak ćwiartuję jego ciało na kawałki, polewam jakimś kwasem i z satysfakcją na to wszystko patrzę
- Oszalałeś?! - wykrzyczałam odwracając się w jego stronę - Chcesz wysłać mnie na tamten świat? I do cholery dlaczego nie zapalisz światła?! - zmrużyłam oczy i odnajdując włącznik sama je oświeciłam. Na jego twarzy widniał ten cholernie irytujący uśmieszek.
- Gdzie i z kim byłaś? - wywróciłam oczami. Kim on jest? Moim ojcem? Nie wydaje mi się żebym musiała mu się tłumaczyć z czego kolwiek
- To nie jest Twoja sprawa - ruszyłam w stronę swojego pokoju. Wiedziałam, że ten kretyn pójdzie za mną ale w sumie nie miałam z tym problemu. Tak na prawdę chciałam opowiedzieć mu jak wspaniale spędziłam wieczór z uroczym mężczyzną który do tej pory wydawał mi się mega dupkiem. Przekraczając próg spojrzałam w stronę okna ale zostało już zamknięte. W sumie mogliśmy z Justinem skorzystać z normalnego wyjścia ale czułam się jakbym wymykała się z chłopakiem którego nie akceptują rodzice na schadzkę. Nie chciałam psuć magicznej chwili. Położyłam się na łóżku i czekałam aż mój przyjaciel zajmie miejsce obok mnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Szczęście jakie wypełniło mnie od środka było niesamowitym uczuciem.
- Więc? - chłopak zapytał kładąc się obok mnie
- Więc co? - spojrzałam na niego
- Deb przestań mnie torturować i opowiadaj. Wyszłaś z kimś przez okno i nawet nie waż się zaprzeczać bo słyszałem
- Skoro słyszałeś to pewnie wiesz z kim byłam - postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Zemsta za prawie udaną próbę doprowadzenia mnie do zawału - zresztą już Ci powiedziałam, że to nie Twoja sprawa
- Dziewczyno nawet mnie nie denerwuj. Nawet nie wiesz jak bardzo się o Ciebie martwiłem - ton Nick'a był poważny a mnie powoli dopadały wyrzuty sumienia. Mogłam napisać mu chociaż głupią wiadomość - Bałem się, że zostałaś porwana lub coś w tym stylu ale jak widać po Twoim głupkowatym uśmieszku bawiłaś się świetnie
- Nick przepraszam - przytuliłam się do niego - powinnam była dać Ci znać, że jestem cała
- Zostało wybaczone a teraz opowiadaj
- Już wybaczone? - uniosłam brew - i nie stawiasz żadnych warunków typu przez tydzień robisz śniadania lub sprzątasz mój pokój?
- Nie ponieważ ciekawość zżera mnie od środka - powiedział rozbawiony a ja wywróciłam oczami
- Wiesz, że czasem jesteś gorszy niż stado dziewczyn?
- Taaa a teraz w końcu łaskawie zacznij opowiadać
- Więc... - urwałam na moment żeby wprowadzić napięcie. Mina chłopaka była bezcenna - Więc byłam z Justinem
- Wiedziałem - klasnął dłońmi a ja wybuchłam śmiechem
- Jak wiedziałeś to po co pytałeś?
- Wolałem się upewnić - wzruszył ramionami - a teraz opowiadaj wszystko od początku do końca - no i opowiadałam. Jeszcze nigdy w życiu chłopak tak uważnie mnie nie słuchał. Z każdym kolejnym słowem wciągał się w opowieść coraz bardziej. Nawet zaproponowałam mu popcorn ale to był mój błąd. Dostałam opierdziel bo przerwałam. Kiedy skończyłam milczał. Wiedziałam, że zastanawia się co ma powiedzieć ale chce tak dobrać słowa żeby nie były zbyt brutalne lub kolorowe. Nie wiem dlaczego zawsze obchodził się ze mną jak z jajkiem ale w gruncie rzeczy byłam mu za to wdzięczna. Wiedziałam, że nigdy nie pozwoli zrobić mi krzywdy.
- Debora to wszystko jest piękne ale ja wciąż pamiętam jakim strasznym dupkiem Justin był więc proszę Cię uważaj dobrze? Nie chcę żeby złamał Ci serce - nie wiedziałam co mam odpowiedzieć więc milczałam. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że zacznie mi dogryzać i cieszyć się razem ze mną ale nie. Musiał powiedzieć coś co dało mi do myślenia. - Pooglądasz ze mną telewizję? Jakąś komedię czy coś?
- Jasne - posłałam mu słaby uśmiech i wyszłam za nim do salonu. Ciałem może będe siedzieć koło niego ale myśli będą rozgryzały jego słowa.

Justin

Megan oczywiście jest spóźniona i oczywiście zdążyła mnie już tym wkurwić. Siedziałem na pieprzonej ławce w pieprzonym parku i czekałem na nią tylko po to żeby dać jej te pieprzone pieniądze. Jeśli nie zjawi się tu za pięc minut będę musiał pofatygować się do jej mieszkania na co nie mam najmniejszej ochoty. Jeśli zobaczyłbym tego skurwiela mógłbym zrobić mu bardzo nieprzyjemne rzeczy. Nie wiedząc co ze sobą począć i jednocześnie będąc zmuszonym do czekania na nią wyjąłem telefon.

Do Deb:
" Dziękuję za dzisiejszy wieczór"

Nigdy nie starałem się o dziewczynę więc nie wiedziałem czy pisząc do niej narzucam się czy nie ale postanowiłem zaryzykować i wysłałem wiadomość. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.

Od Deb:
" To ja dziękuję. Dobranoc Justin"

Tym razem nic nie odpisałem. Dostrzegając Megan idącą w moją stronę schowałem urządzenie i czekałem aż łaskawie dosiądzie się do mnie. Przysięgam, że moja cierpliwość jest już na włosku. Oboje dobrze wiemy, że nie chce żebym wybuchł.
- Cześć - powiedziała wesoło
- Spóźniłaś się
- Przepraszam - usiadła obok mnie i zakryła twarz włosami - mały problem w domu
- Megan spójrz na mnie - poprosiłem przez zęby doskonale wiedząc co zobaczę
- Justin proszę - powiedziała niepewnie spoglądając na mnie. Prawe oko miała spuchnięte i zsiniaczone a ja czułem jak wszystko we mnie się gotuje. Zabije tego drania!
- Zabije go! Przysięgam, że go kurwa zabiję! - wstałem ale dziewczyna złapała mnie
- Justin proszę uspokój się - zamknąłem oczy i starałem się wyrównać oddech
- Co z Tommy'm? - zapytałem sucho
- Dobrze wiesz, że go nie ruszy - pociągnęła mnie w stronę ławki więc usiadłem - dzisiaj to była moja wina - spuściła głowę
- Nie ważne czyja to była wina. Nic mu nie daje prawa do bicia, rozumiesz? - zapytałem czując jak ponownie złość zaczyna we mnie rosnąć
- Ale to ja...
- Przestań go kurwa usprawiedliwaiać - przerwałem jej - to jest ostatni raz kiedy nic z tym nie zrobię. Przy kolejnym zadam mu jeszcze gorszy ból niż możecie sobie to wyobrazić i zabieram was do siebie. Wtedy nie będzie dyskusji, rozumiesz? 
- Nie sądze żeby perspektywa spotykania nas w Twoim mieszkaniu spodobała się tej ładnej brunetce
- O czym Ty do cholery mówisz? 
- Widziałam jak ratujesz jej tyłek po wyścigu - usmiechnęła się a ja od razu miałem przed oczami obraz przerażonej Debory
- Ona nie jest moją dziewczyną i trzymaj pieniądze - podałem jej kopertę
- Justin cieszę się, że w końcu...
- Przestań - przerwałem jej wiedząc do czego zmierza - jest tysiąc
- Dziekuję - ucałowała mój policzek
- Chodź odwiozę Cię o domu - wstałem i Megan zrobiła dokładnie to samo. Całą drogę milczała i szczerze ja też nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie mogłem zrozumieć dlaczego pozwala mu tak się traktować i robić to na oczach małego. Kiedy wysiadła odprowadziłem ją wzrokiem i ruszyłem przed siebie. Jeździłem po mieście bez celu aż w końcu zatrzymałem się pod domem Deb. Spojrzałem na jej okna. Widać było słabe światło. Zanim zarejestrowałem co robię ponownie stałem przed jej oknem na schodach ewakuacyjnych i pukałem w nie. Widziałem jak zarys jej postaci podnosi się z łóżka i idzie w stronę okna. Kiedy mnie zobaczyła zdziwiła się ale szybko otworzyła.
- Co Ty tu robisz? - głos miała zaspany czyli musiała juz zasypiać
- Masz może trochę miejsca w łóżku?
- Justin - powiedziała ostrzegawczo 
- Hej chce się tylko poprzytulać - uniosłem ręce w geście obronnym a ona odsunęła się tym samym dając mi znak, że mogę wejść
- Wstaje wcześnie ponieważ rano idę do pracy 
- Zabiorę Cie na śniadanie i odwiozę - powiedziałem ściągając z siebie spodnie. Czułem na sobie jej wzrok
- Wstaję przed szóstą
- Nie widzę problemu
- Zostań w niej - poprosiła kiedy chciałem ściągnąć z siebie koszulkę
- Dlaczego?
- Po prostu w niej zostań - powiedziała kładąc się do łóżka. Postanowiłem wykonać jej prośbę i zająłem miejsce obok niej. Leżała sztywno co było nawet urocze. Przyciągnąłem ją do siebie i oplotłem ramionami w talii
- Dziękuję 
- Za co? - spojrzała na mnie i czułem jak powoli jej ciało się rozluźnia
- Za to, że pozwoliłaś mi dzisiaj z Tobą spać
- A miałam inne wyjście? 
- Nie - Deb poczuła się pewniej w moich ramionach i wtuliła się we mnie. Uczucie jakie mi teraz towarzyszyło było niesamowite. Nie wiem jak mam je opisać ale nigdy wcześniej nie czułem niczego takiego jak teraz. Spokój, szczęście, poczucie bezpieczeństwa wybuchło we mnie tak nagle. Ciepło jej ciała działa tak bardzo kojąco
- Dobranoc - wymamrotała
- Dobranoc - powiedziałem ciepło i obserwowałem jak zasypia. Podziwiałem jej piękno, delikatność i jednocześnie siłę jaka od niej bije. Teraz już jestem pewny, że ta dziewczyna jest dla mnie ukojeniem i oazą spokoju. Poczułem jak moje powieki robią się ciężkie więc pozwoliłem snu nadejść. 


______________________________________________________________
Tym razem nie chciałam dawać wam powodów do myślenia "ma nas w dupie" i mamy już dwunasteczkę. Jeśli dobrze pójdzie to jeszcze w tym tygodniu pojawi się #13 ale nie obiecuję. Wszystko zależy od tego jak się ze wszystkim wyrobię. I jeśli chodzi o długość rozdziałów to chciałam tylko przypomnieć, że je o niej decyduję. Zresztą one celowo nie są długie ponieważ łatwiej mi budować napięcie i nie przegiąć z akcjami. ;)

I co sądzicie o #12? Podoba się? Pewnie zastanawia was kim jest Megan i Tommy. Obiecuję, że stopniowo będziecie dowiadywać się o nich coraz więcej. 
Kocham was - wasza Pati

PS. Odpowiedziałam na bardzo motywujący komantarz pod poprzednim rozdziałem i mam nadzieję, że autor owego komentarza przeczyta to co napisałam. ;)

26 lipca 2014

Rozdział 11


Leżałam na łóżku słuchając muzyki. Moje myśli mimowolnie powędrowały ku Justinowi i jego słowom. Powiedział, że mnie zdobędzie. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Ja i Justin... Uszczypłam się myśląc, że to sen. Zabolało. Nie śnię. Justin na prawdę jest mną zainteresowany.Ten utalentowany chłopak całował mnie nad rzeką, w jego azylu i powiedział, że będę jego. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Czułam się jakbym wygrała los na pieprzonej loterii a on był główną nagrodą. Dotknęłam swoich ust. Wciąż czułam na nich usta Justina. Czułam ich miękkość, sposób w jaki współgrały z moimi, jego delikatność i jednoczesne zdecydowanie. Wiem, że się zaczerwieniłam.

- Zachowuje się jak smarkula - powiedziałam do siebie ale nic nie mogłam na to poradzić. Szczęście wypełniało mnie. Szczęście wypełniało każdy zakamarek mojego umysłu i ciała. Boję się tego co los nam przyniesie ale chcę zaryzykować. Chcę mieć Justina. Chcę spędzać z nim dnie. Chcę spędzać z nim wieczory w zaciszu domowym. Chcę widzieć jego uśmiech. Chcę być powodem jego uśmiechu. Chcę słuchać jego pięknego głosu. Chcę przy nim zasypiać i budzić się. Chcę stać się jego uzależnieniem. Chcę być jego wsparciem. Chcę się z nim kłócić i godzić się. Czy to dziwne, że chcę takiego faceta jakim on jest? Los czasem nas zaskakuje. Przez całe życie sypie nam piasek w oczy by nagle postawić przed nami tarczę z którą możesz dzielić trudy, smutki i radości jakimi nas doświadcza. Jak widać dla mnie właśnie nadszedł ten czas.

Słysząc dzwoniący telefon z trudem się podniosłam. Kto śmie przerywać mi moją chwilę rozmyślania nad życiem?! Spojrzałam na urządzenie. Wyświetlało się Justin. Delikatnie przygryzłam wargę, wzięłam telefon i odebrałam.
- Spójrz przez okno - chyba nigdy nie przestanie zadziwiać mnie fakt, że chłopak formę powitalną ogranicza do niewielkiego minimum
- Po co? - zapytałam podchodząc do okna
- Zadajesz za dużo pytań - już miałam mu odpowiedzieć ale nie dał mi na to najmniejszej szansy - co widzisz?
- Schody ewakuacyjne
- Dobrze - powiedział tajemniczo
- Justin co Ty kombinujesz?
- Pomagam Ci wymknąć się z domu - w momencie kiedy skończył to mówić staną przede mną - nie otworzysz?
- Otworze - rozłączyłam się, schowałam telefon i otworzyłam okno pozwalając mu wejść do mojego pokoju. Kiedy znalazł się w jego wnętrzu musnął moje usta swoimi a ja poczułam stado motyli szalejące w moim brzuchu. Obserwowałam go kiedy kładł się na moim łóżku i obracał w rękach telefon. Nie zaszczycił mnie spojrzeniem lecz skanował wzrokiem pokój. Zrobiłam dokładnie to samo. Łóżko, komoda, szafa, sporych rozmiarów lustro, mini biurko z laptopem to cały wystrój i jednoczesne meblowanie pokoju. Pomyślałam przez chwilę, że to nie jest zbyt dziewczęcy pokój lecz po chwili przypomniała sobie, że w rodzinnym domu w Elburn miałam podobny. Jedyną różnicą był liliowy a nie kawowy kolor ścian i kilka zdjęć je zdobiących. Zaczęłam przebierać nogami czekając aż Justin w końcu się odezwie. Chłopak wciąż oglądał pokój a ja coraz bardziej niecierpliwiłam się. Przecież nie ma tutaj nic aż tak bardzo interesującego.

- Jedziesz tak? - zapytał przenosząc wzrok na mnie. Czułam jak się czerwienię. Miałam na sobie szorty i obszerną koszulkę. Typowy strój do spania.
- Jadę gdzie? - postanowiłam zabawić się z nim w "pytania i odpowiedzi". Justin ma to do siebie, że nie mówi za wiele o sobie i swoich planach. Trzeba to z niego wyciągać.
- Jeśli Ci powiem nie będzie niespodzianki
- Nie lubię niespodzianek - powiedziałam podchodząc do szafy - zresztą nie wiem jak mam się ubrać - otworzyłam ją i przeglądałam jej zawartość
- Na zewnątrz jest trochę chłodno
- Nie o to mi chodzi - wyciągnęłam parę obcisłych jeansów. Skanowałam wzrokiem resztę ciuchów i już miałam zacząć narzekać kiedy zauważyłam zapomnianą, różową bluzę z motywem jednorożców. Może to i dziecinne ale chcę wyglądać, no sama nie wiem... uroczo. Tak, uroczo to odpowiednie określenie. Nie słysząc odpowiedzi westchnęłam i poszłam do łazienki przebrać się i szybko ogarnąć. Kiedy miałam już na sobie ciuchy które przed chwilą wybrałam przemyłam twarz. Nałożyłam delikatny makijaż składający się z podkładu, wytuszowanych rzęs i trochę odważniejszej, czerwonej pomadki. Uważam, że usta to mój atut i od czasu kiedy tu jestem lubię je podkreślać. Włosy zebrałam w wysokiego kucyka. Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie. Osiągnęłam cel. Moim zdaniem wyglądałam uroczo. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do pokoju. Justin wciąż leżał na łóżku z tą różnicą, że właśnie grzebał w moim telefonie. Dlaczego nie zabrałam go ze sobą? Podeszłam do niego i zabrałam mu go.
- Kim jest John? - świetnie! Czytał moje wiadomości
- Justin nikt Ci nie powiedział, że nie ładnie jest grzebać w cudzym telefonie a jeszcze bardziej nie ładnie czytać jego prywatną korespondencję? - parsknęłam naciągając na stopy moje białe sneakersy. Nie usłyszałam odpowiedzi więc spojrzałam na niego. Wydawał się być zły. - John to brat mojej mamy - pospieszyłam z wyjaśnieniem. Nic nie odpowiedział tylko wstał i podszedł do mnie. Obserwowałam każdy jego krok. Poruszał się z gracją. On nawet kiedy szedł wyglądał jakby tańczył.
- Wyglądasz ślicznie - wyszeptał mi do ucha a ja przygryzłam wargę. Niesamowite jest to jak ten chłopak na mnie działa.
- Jednak nie powiesz mi gdzie wychodzimy, prawda? - zapytałam łamiącym się głosem
- Nie ale nie będziesz żałować - poczułam jak oplata rękę wokół mojej talii i dreszcz przechodzący wzdłuż mojego kręgosłupa - ale mam nadzieję, że to gdzie pojedziemy zostanie miedzy nami
- Dlaczego? - odważyłam się spojrzeć mu w oczy
- Ponieważ to miejsce nie pasuje do mojego wizerunku - zanim się zorientowałam Justin całował mnie. Nogi ugięły się pode mną. Zdążyłam złapać za torebkę ponieważ chłopak nie przerywając pocałunku zaprowadził mnie na schody.

***

Z uśmiechem obserwowałam światła migoczące na zewnątrz pojazdu w którym obecnie siedziałam. Byłam oczarowana jak mała dziewczynka. Kolory były tak intensywne, że zachęcały po porzucenia samochodu i zatopienia się w ich wnętrzu. Niecierpliwiłam się coraz bardziej kiedy Justin szukał miejsca parkingowego. W głowie już układałam plan jak spędzimy czas w tym wspaniałym miejscu. 
- Długo jeszcze? - zajęczałam coraz bardziej niecierpliwie
- Nie - odpowiedział rozbawiony. Ucieszyłam się kiedy zaparkował i wyłączył silnik. Dosłownie wyskoczyłam z samochodu. Już chciałam przekroczyć bramę tego magicznego świata. 
- Jesteś słodka - powiedział kiedy podszedł do mnie - idziemy? - pokiwałam głową na co Justin objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę kas. Z każdym krokiem na mojej twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech. Nawet nie starałam się go ukryć. Chłopak ustawił się w kolejce. Miałam ochotę pozbyć się ludzi przed nami lub teleportować na sam przód kolejki jednak nie chcąc wyjść na rozkapryszoną dziewczynkę stałam cicho i cierpliwie. Po kilkunastu minutach dziękowałam Bogu za to, że mamy już te bilety i jesteśmy za bramą zostawiając zmartwienia i szary świat za nią. 

- Park rozrywki? - zapytałam zaciekawiona wchodząc na pierwszą kolejkę. Justin pozwolił wybierać mi atrakcje więc byłam mu za to wdzięczna
- Pomyślałem, że to odpowiednie miejsce na pierwszą randkę - wzruszył ramionami. Zaczerwienił się co było bardzo urocze
- A więc to randka?
- Zabrałem dziewczynę która podoba mi się w miejsce do którego normalnie nie udałbym się więc jak to nazwać? - zapytał upewniając się, że jestem dobrze zapięta
- Masz dziwny sposób zapraszania dziewczyn na randkę
- Jesteś pierwszą dziewczynę która na nią zabrałem - powiedział sprawdzając tym razem czy on jest dobrze zapięty a ja byłam zaskoczona jego słowami
- Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go w polika. Widziałam jak się uśmiecha. Chciałam jeszcze coś powiedzieć ale kolejka ruszyła więc zamknęłam oczy. Czułam jak jedziemy w górę. Kiedy zatrzymaliśmy się otworzyłam je. Ujrzałam przed nami przepaść. Justin widząc moje przerażenie ujął moją dłoń i ruszyliśmy w dół. 

***

- Wata cukrowa - powiedziałam radośnie wskazując na budkę
- Rozumiem, że mam Ci ją kupić? - zapytał rozbawiony
- Sama ją sobie kupie - ruszyłam w jej stronę lecz po chwili poczułam ręce oplatające się wokół mojej 
- To ja Ci ją kupie - wyszeptał mi do ucha a mnie otulił jego zapach. Ponownie tego wieczoru nogi ugięły się pode mną. Gdyby mnie nie trzymał jestem pewna, że upadłabym. Poczułam delikatne muśnięcia jego ust na mojej szyi
- N-Nie musisz - zajęczałam i jestem pewna, że uśmiechnął się zadowolony z mojej reakcji
- Jednak chcę - pociągnął mnie w stronę budki i wybrał największą watę jaka była możliwa. Podziękowałam mu z uśmiechem. Zajadałam się mną i czułam jak Justin mnie obserwuje. Uczucie jego wzroku na mnie jest niesamowite. Gdyby był to ktoś inny byłabym zaniepokojona jednak kiedy on to robi czuję się... podekscytowana. Zerknęłam na niego i nasz wzrok się spotkał. Jego spojrzenie jest hipnotyzujące. Patrzysz w jego miodowe oczy i czujesz jak w nich toniesz. Wiesz, że te oczy przeszywają Cię wzrokiem ale nie możesz w nie nie patrzeć. Wiesz, że Justin zagląda w najciemniejsze zakamarki Twojej duszy ale nie masz odwagi odwrócić wzroku. W duchu podziękowałam Bogu kiedy usiadł na ławce bo dłużej nie wytrzymałabym siły jego spojrzenia. Usiadłam obok niego i w ciszy zjadaliśmy watę. Było idealnie. Czułam jego obecność a cisza panująca między nami nie ciążyła lecz była przyjemna. Usiadłam wygodnie, wyciągnęłam nogi przed siebie i zamknęłam oczy. Cieszyłam się odgłosami parku, jego obecnością i chwilą. Justin pokazał dzisiaj inną twarz. Nie wiem czy ktokolwiek ją poznał oprócz mnie. Jeśli jest tak jak myślę to jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie bo to oznacza, że ufa mi. Zaufanie to dobra podstawa do budowania czegokolwiek. 

- Jesteś piękna - zerknęłam na niego z uśmiechem
- Nie przesadzasz? 
- Nie - usiadł bliżej mnie. Nasze uda stykały się ze sobą a ja poczułam jak przeszywa mnie prąd - jesteś piękna
- Uważam inaczej - powiedziałam spokojnie
- Dlaczego wy dziewczyny zawsze tak mówicie? - zajęczał a ja zachichotałam. Tak, zachichotałam jak jakaś smarkula.
- Może dlatego, że nawet jeśli cieszymy się z tego, że tak uważacie chcemy słyszeć to częściej
- Logiczne wytłumaczenie - splótł palce naszych dłoni a ja nie protestowałam. Lubiłam kiedy miałam z nim jakikolwiek kontakt cielesny
- Cóż możemy zaprzeczać ale każda z nas w mniejszym lub większym stopniu jest próżna - zaśmiał się a ja znowu stwierdziłam, że to jeden z najpiękniejszych dźwięków na świecie. Moim zdaniem Justin powinien być uważany za ósmy cud świata. Jest idealny z tymi wszystkimi wadami jakie posiada. Podejrzewam, że jest ich więcej niż do tej pory miałam okazję poznać ale uwielbiam je.
- Nad czym myślisz? - zapytał przenosząc moje nogi tak, że spoczywały teraz na jego a ja siedziałam już nie bokiem ale praktycznie przodem do niego. 
- Zastanawiam się czy tak jak typowy facet wszędzie rozrzucasz brudne skarpetki - powiedziałam opierając głowę na jego ramieniu
- Pewnie w moim mieszkaniu znalazłabyś kilka par - odpowiedział zerkając na mnie
- Pewnie masz racje - powiedziałam z uśmiechem
- A Ty też spędzasz godziny w łazience?
- Tylko wieczorem - modliłam się żeby mnie pocałował. To byłoby idealne zakończenie wieczoru
- Dlaczego?
- Ponieważ po całym dniu relaksuje się pod prysznicem - w tym momencie na niebie rozbłysły fajerwerki. Uniosłam głowę i oczarowana patrzałam w niebo - pięknie - powiedziałam czując na sobie wzrok Justina. Z każdą kolejną fajerweką mój uśmiech stawał się coraz większy. Widok był niesamowity i fakt, że obok mnie mam Justina czynił ten wieczór jeszcze bardziej magicznym.
- Deb
- Tak? - spojrzałam na chłopaka lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Poczułam jego usta na moich. Oddałam pocałunek. Moje modlitwy zostały wysłuchane. Ten wieczór nie mógł kończyć się lepiej. Justin całuje mnie a w tle słychać wybuchające fajerwerki oraz gwar parku.


________________________________________________________________

Chciałam was bardzo przeprosić i powiedzieć, że nie mam was w dupie. 

20 czerwca 2014

Rozdział 10



Debora

Stałam przebierając nogami. Czy tylko ja się tak denerwuję? Minuty mijały mi niemiłosiernie długo. Dlaczego tak reaguję? Przecież Justin wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę liczyć na nic więcej poza naszą współpracą. Nie żyjemy w filmie i nie mogę liczyć na happy end. Właśnie. Nie żyjemy w filmie a ja czuję się jakbym grała w jakimś kiepskim akcji. Rozejrzałam się ale nikt inny nie był tak zdenerwowany jak ja. Ludzie wydawali się być w euforii. Jak mogą widzieć rozrywkę w czymś tak niebezpiecznym?! Justinowi i innym grozi niebezpieczeństwo. Dobijał mnie fakt, że nie znałam trasy wyścigu. Nie miałam pojęcia jak długa ona jest i ile czasu potrzebują żeby wrócić na linię mety. Nogi miałam jak z waty a emocje targające mną sięgały zenitu.
- Ile czasu potrzebują żeby wrócić?
- Około 30 minut - gdy usłyszałam odpowiedź spojrzałam na Tay'a
- Ile już minęło?
- Ponad połowa - tym razem odezwała się Lora - Deb uspokój się. Justin wróci cały
- Skąd wiesz, że o niego się martwię? - wysyczałam pytanie chociaż nie chciałam być opryskliwa. Nie lubię tego co się teraz ze mną dzieje
- Po pierwsze nie znasz tu nikogo oprócz nas i jego - powiedziała spokojnie - Po drugie my stoimy tutaj z Tobą a Justin siedzi w samochodzie. Po trzecie widać, że lecicie na siebie ale żadne z was nie chce tego przyznać więc sorry Deb ale nie okłamiesz mnie - miałam coś powiedzieć ale nie wiedziałam co. Chciałam tylko żeby już wrócił. Kiedy będę wiedzieć, że jest bezpieczny będę mogła spokojnie złapać taksówkę i wrócić do domu. Mogłam posłuchać swojego wewnętrznego głosu i nie byłoby mnie teraz tutaj i nie zamartwiałabym się o chłopaka którego tak na prawdę nie znam i nic dla niego nie znaczę. Może i chciałabym żeby było inaczej i nasza znajomość się rozwinęła ale rzeczywistość jest zbyt brutalna. Potarłam twarz dłońmi mając nadzieję, że to pomoże mi opanować nerwy ale byłam w błędzie.

- Deb napij się - Tay podał mi butelkę wody a ja chętnie ją przyjęłam. Czułam suchość w gardle i rosnącą w nim gule. Chciałam pozbyć się tego uczucia. Upiłam kilka łyków i o dziwo podziałało
- Dziękuję - posłałam chłopakowi uśmiech
- Za chwilę powinien wrócić - powiedziała to tak spokojnie, że nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego oni wszyscy są tacy spokojni?! - Justin wie co robi. Jest w tym na prawdę dobry - czy on czyta mi w myślach?
- Co nie zmienia faktu, że ta rozrywka nie jest bezpieczna
- Masz rację ale jest opłacalna i Justin to kocha więc nie będziesz mogła zrobić nic co odciągnie go od tego
- Szkoda - wymamrotałam - Tay czy to aż tak widać, że ummmm...
- Lubisz go trochę bardziej? - chłopak dokończył za mnie
- Nie tak bym to nazwała - wywróciłam oczami
- Tak Deb. Widać to doskonale - zaśmiał się i w tym momencie usłyszałam ryk silników. Moja głowa automatycznie powędrowała w stronę skąd dźwięki dochodziły. Kiedy dostrzegłam światła samochodów przygryzłam wargę. Z jednej strony martwiłam się o Justina ale z drugiej chciałam żeby wygrał. Jeśli to ma sprawić, że zobaczę jego uśmiech to proszę... niech wygra ten pieprzony wyścig. Gdy samochody były coraz bliżej zamknęłam oczy i modliłam się o jego zwycięstwo. Sekundy mijały jakby były w zwolnionym tempie. Czułam jak cały tłum wstrzymuje oddech a maszyny przejeżdżają dokładnie obok nas. Zapanowała cisza by po chwili wszyscy skandowali Bizzle. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Justin wysiada z samochodu z wielkim uśmiechem na twarzy. Tak, wyglądał jak zwycięzca. Tłum pobiegł w jego stronę. Nie mogąc patrzeć na dziewczyny rzucające się na jego szyję wycofałam się w bezpieczną odległość. Wyciągnęłam telefon i chciałam zadzwonić po taksówkę ale zamarłam gdy usłyszałam syreny zwiastujące przybycie policji i radiowóz zmierzający w moją stronę.

Justin

Uczucie kiedy jako pierwszy docierasz na metę jest niesamowite. Dzisiaj nie delektowałem się tłumem cieszącym się moim zwycięstwem tylko szybko wysiadłem z samochodu. Widziałem Deborę tuż przed startem i nie będę kłamał - jej widok bardzo mnie ucieszył. Wiem, że nie powinno jej tu być. Nie powinna o tym wiedzieć ale jednak przyjechała za mną nawet po tym co powiedziałem jej na sali. Dzisiejszego wieczoru moim celem nie była wygrana ale jak najszybsze zobaczenie jej ponownie. Rozglądałem się w tłumie ale nie widziałem jej. Pewnie już wróciła do domu. Cierpliwie przyjmowałem gratulacje kiedy usłyszałem syreny.
- Pierdolona policja - zakląłem a tłum szybko się ulotnił. Już miałem odjechać kiedy dostrzegłem zdezorientowaną Deb i radiowóz które za chwile się zatrzyma i będzie jej powózką na komisariat. Przyjechała tu za mną więc nie mogłem do tego dopuścić. Sekundę później zatrzymałem się tuż przy niej.
- Wsiadaj
- Justin ale...
- Deb pakuj tyłek do pieprzonego samochodu - powiedziałem tonem nie znoszącym sprzeciwu. Poczułem ulgę kiedy się posłuchała. Nim zdarzyła zamknąć drzwi ruszyłem. Nie miałem czasu na takie pierdoły jeśli nie chciałem żebyśmy trafili do celi. Po pierwsze nie chciałem tam wracać po drugie Deb musi mieć czystą kartotekę żeby dostać się do szkoły. Znaczy dokładnie nie wiem czy tak jest ale tak mi się wydaje. Zaśmiałem się gdy mocowała się z pasem.
- Co Cię tak śmieszy? - zmrużyła oczy zadając mi pytanie
- Deb właśnie uciekamy przed policją a Ty zapinasz pasy - nie mogłem powstrzymać śmiechu
- Dupek
- Masz pieprzone szczęście, że teraz nie bardzo jak mam się zatrzymać i wykopać Cię z mojego samochodu - powiedziałem troch za ostro. Nie chciałem jej wystraszyć ale chyba właśnie taki efekt osiągnąłem. Nie odezwała się już a ja mogłem w spokoju skupić się na ucieczce. Rozpraszała mnie jej obecność ale cóż... Jestem odpowiedzialny za to żeby trafiła do domu a nie do celi. Mając okazję na zgubienie przysłowiowego ogona przyśpieszyłem i nie patrząc na czerwone światła w ostatniej chwili przejechałem przez skrzyżowanie. Myślałem, że dziewczyna zacznie krzyczeć ale ona siedziała wbita w fotel z zamkniętymi oczami. Jestem pewny, że się modliła. Otworzyła je dopiero kiedy zwolniłem.
- Odwiozę Cię do domu
- Nie! - wykrzyczała a ja spojrzałem na nią zdziwiony - znaczy proszę nie - powiedziała ciszej
- Okej - powiedziałem ostrożnie - więc gdzie mam cie zawieść
- A Ty gdzie jedziesz? - czułem jak na mnie patrzy
- Odreagowwać emocje
- Czyli na imprezę - znowu zrobiła to co tak cholernie na mnie działa
- Nie przygryzaj wargi - powiedziałem zachrypniętym głosem. Ona robi to w taki sposób, że ledwo powstrzymuje się żeby jej nie pocałować
- Przepraszam - zapiszczała a ja uśmiechnąłem się pod nosem
- Nie jadę na imprezę
- Mogę pojechać z Tobą? - nie odezwałem się myśląc nad odpowiedzią - proszę
- Dobra - powiedziałem pokonany

***

Zatrzymałem się przy moście i pomogłem jej wysiąść. Nie odezwała się od czasu kiedy zgodziłem się na jej towarzystwo. Nie miałem pojęcia czy to dobrze czy źle. Zaprowadziłem ją na moją ławkę. Usiedliśmy a między nami dalej panowała cisza. Postanowiłem, że jej nie przerwę. Miło było mieć ją obok kiedy po prostu była i nie dyskutowała ze mną. Lubiłem ją denerwować i wyprowadzać z równowagi. Jest urocza kiedy się złości, wydyma usta i marszy nos. Polubiłem też jej cichą stronę. Siedziałem i spoglądając na nią podziwiałem jej piękno. Usmiechnięta wpatrywała się w niebo.
- Często tu jesteś? - zapytała nie patrząc na mnie
- Praktycznie po każdym wyścigu - wzruszyłem ramionami - tutaj się wyciszam
- Piękne miejsce - byłem jej wdzięczy na to, że nie zadała pytania które pewnie chciała zadać - skłamałam z pocałunkiem - w końcu spojrzała na mnie
- Wiem - powiedziałem spokojnie - wiem, że chciałaś tego pocałunku tak samo jak ja go chciałem
- Chciałeś mnie pocałować? - wydawała się być zaskoczona 
- Teraz tez chcę to zrobić - nie wiem dlaczego to powiedziałem i dlaczego denerwowałem się jak smarkacz. Zazwyczaj jeśli chcę pocałować dziewczynę to po prostu to robię ale z Deborą jest inaczej. Debora jest inna. Wiem, że jest wyjątkowa i chciałbym żeby była moja ale nie mam prawa wciągać ją w mój porąbany świat. Nie mam prawa jej tego zrobić.
- Na prawdę? - zamrugała kilka razy jakby nie dowierzała
- Tak - chciałem powiedzieć, że nie ale nie mogłem. Nie chciałem sprawić jej przykrości i jakaś część mnie łudziła się, że mogę ją zdobyć i uczynić szczęśliwą u mojego boku. Miałem ochotę się spoliczkować ale nic nie poradzę na to, że kiedy jestem z nią czuję się tak dobrze, moje serce wali jak oszalałe a w brzuchu czuję pieprzone motyle. Kurwa! Zachowuje się jak baba. Jestem twardym facetem ale przy niej staję się zupełnie inny. Zanim ją poznałem nie zabrałabym dziewczyny która za chwile zostanie złapana przez policję i nie pokazał bym jej mojego azylu.
- Ja też chcę - wyszeptała ale ja usłyszałem to doskonale. Nie planując tego wstałem i po chwili przyciągnąłem ją do siebie
- Chcesz mnie pocałować? - zapytałem jedną ręką oplatając jej talię
- Tak - powiedziała patrząc mi w oczy. Przyłożyłem dłoń do jej policzka i nie czekając ani chwili dłużej pocałowałem ją. Jej miękkie usta sprawiły, że rozpływałem się pod ich dotykiem. Całowała mnie tak delikatnie jakby bała się, że za chwilę się rozpłynę.
- Może i będę samolubnym skurwielem ale zdobędę Cię - wyszeptałem i ponownie ją pocałowałem. Debora wtuliła się we mnie i oddała pocałunek. Świat wokół nas przestał istnieć. Nie słyszałem już nawet szumu rzeki. Istniałem tylko ja, ona, nasz pocałunek i bicie naszych serc.


***
Pewnie jesteście zaskoczeni, że tak szybko dodałam kolejny rozdział ale robię to bo:
a) zbyt długo czekaliście na poprzedni i już pewnie zapomnieliście, że istnieje takie ff jak B.U.R.N
b) pewnie czujecie się zaniedbani i myślicie, że mam was w głębokim poważaniu ale uwieżcie, że od czasu kiedy zmieniłam pracę nie potrafię się zorganizować
c) nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział (postaram się to zrobić jak naszybciej)

KOCHAM WAS - WASZA PATI XOXO

19 czerwca 2014

Rozdział 9


Debora


Skulona leżałam na łóżku w swoim pokoju i użalałam się nad sobą. Gdy tylko zamknęłam oczy widziałam jak tamten chłopak dotyka mnie w ten zły sposób. Wiedziałam, że upicie się na tej cholernej imprezie nie jest dobrym pomysłem ale nie miałam pojęcia, że to skończy się w ten sposób. Westchnęłam słysząc budzik. Jestem raczej osobą twardą, zawsze będę pamiętać o tym co się stało, unikać domówek i każdej imprezy jaka odbędzie się w tym mieście, kraju czy świecie ale jestem tu po to żeby dostać się do Juilliard School i mam zamiar to osiągnąć. Zostawiłam tatę samego w tym naszym małym miasteczku i nie zamierzam go zawieść. Już za trzy miesiące oficjalnie zostanę uczennicą tej elitarnej szkoły artystycznej. Z ciężkim sercem opuściłam ciepłe łóżko, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam pod prysznic.


***

Zirytowana przebrałam się i rozciągałam ciało. Justina jeszcze nie ma a to nasz pierwszy trening który miał odbyć się jakieś dwa dni temu ale musiałam z niego zrezygnować ponieważ mój partner miał inne plany. Czując, że ciało mam wystarczająco rozciągnięte związałam włosy w kucyka i na sucho odtwarzałam choreografię. Zerknęłam na zegarek i kiedy już miałam zbluzgać Justina w przestrzeń pomiędzy mną a lustrami chłopak w końcu się pojawił. Nie przeprosił, nie wyjaśnił co się stało tylko puścił muzykę i podszedł do mnie.
- Zaczynamy?
- A nie ma żadnego dzień dobry lub przepraszam za spóźnienie? - zapytałam unosząc brew
- Jak się czujesz? - wiedziałam dokładnie o co pyta ale nie chciałam o tym rozmawiać
- Justin słuchaj zapomnijmy o tamtym wieczorze. Ja nie chcę go pamiętać i o nim rozmawiać więc proszę Cię po prostu zapomnijmy i skupmy się na treningu
- O pocałunku też nie chcesz pamiętać? - zapytał patrząc w moje oczy a ja cholera... nie tego się spodziewałam. Szczerze to pocałunek jest jedynym momentem tego wieczoru który chcę pozostawić w pamięci ale on nie musi o tym wiedzieć
- Justin ja... - urwałam starając się dobrać odpowiednie słowa ale nie przychodziło mi do głowy nic sensownego - nie rozmawiajmy o tym. Nie chcę pamiętać tego wieczoru a ten pocałunek nie powinien mieć miejsca. Przepraszam, że to mówię i przepraszam jeśli czujesz się wykorzystany ponieważ nie chcę żebyś się tak czuł. Uratowałeś mnie i jestem Ci za to dozgonnie wdzięczna ale ta impreza i to co się tam stało jest najgorszym doświadczeniem w moim życiu i po prostu chcę to wymazać z pamięci raz na zawsze. Przyjechałam do Nowego Jorku z konkretnym celem i chcę się skupić na nim - powiedziałam szybko i obserwowałam milczącego chłopaka. Jego oczy straciły ciepło a wyraz twarzy nie był już taki wesoły i cwaniacki
- Jasne - musiałam wysilić słuch żeby go usłyszeć - więc Deb jak tylko dostaniesz się do szkoły nasze drogi się rozejdą a te treningi zostaną małym epizodem naszego życia. Będziemy widywać się tylko na nich. Nie znamy się poza salą
- Nie uważasz, że przesadzasz?
- Nie - odpowiedział szybko - albo zgadzasz się na moje warunki albo wychodzę z tej pieprzonej sali i szukaj sobie nowego partnera. Zastanów się bo w Twojej sytuacji raczej nie masz na to czasu - kurde! Dlaczego on mi to robi? Nie chcę widywać go tylko na sali. Miałam nadzieję, że może uda nam się zostać nawet przyjaciółmi. Nie liczyłam na nic więcej tylko cholerną przyjaźń. Opanowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Jeśli takie jest Twoje życzenie dobrze. Będziemy widywać się tylko na sali. Czy możemy już w końcu zacząć?
- Możemy

Trening przeleciał mi bardzo szybko. Justin już po kilku wskazówkach wiedział jak ma zatańczyć. Czułam dumę widząc w jakim ekspresowym tempie nauczył się wszystkiego. Jestem pewna, że gdyby chciał się uczyć się w Julliard'zie nie miałby najmniejszych problemów z dostaniem się do niego. Chłopak bez słowa opuścił salę co szczerze mówiąc zabolało mnie. Nie chciałam żeby traktował mnie w ten sposób. Okej, wiem że sama sobie na to zapracowałam ale bez przesady. Nie mogłam mu powiedzieć, że czekałam na ten pocałunek od momentu kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Z ciężkim sercem zebrałam swoje rzeczy i wyszłam przed budynek.
- Stary to nie jest zbyt bezpieczne
- Kurwa nie obchodzi mnie to... - do moich uszu dobiegł znajomy głos. Głos należał oczywiście do Justina. Podeszłam bliżej żebym mogła wszystko słyszeć. Na moje szczęście on i jego rozmówca stali za rogiem. Oparłam się o ścianę i wysiliłam słuch - ... wezmę w tym udział czy to Ci się podoba czy nie
- Justin zastanów się dwa razy. Jace jest wści....
- Nie obchodzi mnie ten skurwiel! - Justin podniósł głos a po moim ciele przebiegły nieprzyjemne ciarki.
- Justin ale...
- Nie ma ale Ronnie. Spotkamy się na miejscu - słyszałam jak ktoś się oddala.


Ostrożnie wyjrzałam zza budynku i zobaczyłam jak Justin idzie w stronę samochodu. W duchu podziękowałam siłą wyższym za zesłanie mi taksówki w odpowiednim momencie. Wsiadłam do niej i kazałam kierowcy jechać dokładnie za samochodem mojego partnera. Wiem, że nie powinnam tego robić i przeklinałam moją ciekawską naturę ale coś mi mówiło, że powinnam zobaczyć co się tam dzieje. Kierowca trzymał się w bezpiecznej odległości od samochodu Justina ale w takiej aby nie mógł stracić go z oczu. Mijały kolejne minuty a my mijaliśmy kolejne budynki. Czułam się coraz bardziej zdenerwowana. Ulice stawały się coraz mniej przyjemne dla oczu i pojawiło się na nich wielu podejrzanych typków. Gdybym w tym momencie oglądała jakiś horror lub coś w tym stylu kazałabym zawracać bohaterce. Zawsze chciało śmiać mi się z decyzji bohaterów podobnych filmów a ja robię dokładnie to samo. Coś mówi mi, że nie powinno mnie tu być i mam zawrócić do domu ale inna część mnie nie chce się na to zgodzić. Przegrana siedziałam cicho i starałam się uspokoić.
- Panienko ta dzielnic nie należy do najbezpieczniejszych - świetnie. Dziękuje Panu za dodatkowe straszenie mnie
- Widzę
- Mogę zawieść Panienkę do domu
- Nie - poderwałam się - niech Pan jedzie za tym samochodem - poprosiłam siląc się na uśmiech. Mężczyzna siedzący za kierownicą nie odezwał się więcej tylko spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem. Po raz tysięczny przeklęłam samą siebie ale nie miałam zamiaru zrezygnować. Kiedy Justin zwolnił taksówkarz zrobił dokładnie to samo. Zastanawiam się czy zorientował się, że ktoś go śledzi. Nagle oboje straciliśmy go z oczu. Gorączkowo rozglądałam się ale nigdzie go nie wdziałam.
- Niech się Pan zatrzyma! - krzyknęłam kiedy dostrzegłam tłum ludzi stojący po obu stronach jezdni.
- Poczekać tu na Panienkę?
- Nie trzeba - zapłaciłam i wysiadłam. Podeszłam do tłumu i zaczęłam się przez niego przeciskać. Ze strzępków rozmów docierających do moich uszu wywnioskowałam, że w grę wchodzą duże pieniądze a główny pojedynek rozegra się pomiędzy dwoma zawodnikami. Bizzle i King. Muszą to być pseudonimy tych zawodników. Modliłam się, żeby jednym z nich nie był Justin.

- Deb! - odwróciłam się słysząc swoje imię i ujrzałam Lorę i Taylora idących w moją stronę - co Ty tu robisz? - zapytał zdziwiony chłopak. Wiem, że nie pasuję do towarzystwa skąpo ubranych dziewczyn i ich facetów ale bez przesady
- Ja ummm... kim jest Bizzle i King? - zapytałam chcąc zmienić temat
- Odwiozę Cię do domu - Taylor powiedział zatroskanym głosem. Złapał mnie za rękę i chciał wyprowadzić z tłumu
- Nigdzie nie idę! - krzyknęłam i wyrwałam mu się zwracając na siebie uwagę kilku osób ale szczerze mówiąc miałam to gdzieś ponieważ usłyszałam głośny ryk silników. Przepychając się przez morze ludzi w końcu dotarłam na sam przód tłumu. Kiedy dostrzegłam samochód Justina stojący w rzędzie samochodów zamarłam. Poczułam strach. Bałam się o niego. Chłopak zauważył mnie, pokiwał głową, na chwilę spojrzał mi w oczy i wszystkie maszyny z piskiem opon ruszyły. Spojrzałam za nimi. Justin jechał trzeci i kiedy zniknęli za budynkiem miałam ochotę się rozpłakać...

14 maja 2014

Rozdział 8


Justin


- Co do cholery?! - spytałem w szoku kiedy Deb tak po prostu wyswobodziła się z moich objęć i zeszła z parkietu. Rozejrzałem się i ruszyłem za nią. O co tej dziewczynie chodzi? Znalazłem ją przy barze. Stanąłem i obserwowałem jak nalewa sobie napój. Kiedy jej wzrok spotkał się z moim podszedłem do niej. Nie odezwała się do mnie tylko upiła łyk z czerwonego kubka. 


- Stało się coś? - zapytałem ostrożnie
- Nie. Czemu?
- Uciekłaś w środku piosenki
- Nie uciekłam - wzruszyła ramionami - chciałam się czegoś napić
- Kłamiesz - wpatrywałem się w nią
- O co Ci chodzi, co? - uniosła głos - najpierw się ze mnie nabijasz, tańczysz ze mną, oświadczasz że zostajesz moim partnerem, dzisiaj mieliśmy mieć pierwszy trening ale Ty wolałeś przyjść tutaj - oddychała ciężko - zaczynasz działać mi na nerwy. Poprawka Ty od samego początku działasz mi na nerwy!
- Przyznaj, że to lubisz - starałem się ukryć rozbawienie
- Co?! Jesteś chorym dupkiem! - wściekłość biła z jej oczu
- Tylko czasem - dziewczyna wywróciła oczami, odwróciła się i wyszła na zewnątrz. Nie czekając poszedłem za nią. Znalazłem ją siedzącą na murku. 

- Mogę się dosiąść?
- Jak powiem, że nie to i tak nie posłuchasz więc siadaj - zaśmiałem się pod nosem i wykonałem jej polecenie. Panowała miedzy nami cisza. Deb nie spojrzała na mnie ale ja nie mogłem się powstrzymać żeby jej nie obserwować. Debora to najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem. Drobniutkie ciało, szczupła sylwetka, hipnotyzujące wielkie oczy, bujne brązowe włosy doskonale opadające kaskadą na jej plecy i ten uśmiech. Uśmiech tak cudowny, że zapiera dech w piersiach. Z jej twarzy można wyczytać każdą emocję. Z jej twarzy można czytać jak z otwartej księgi. 

- Co takiego zrobiłam, że mnie nie lubisz?
- Co?
- Zapytałam dlaczego mnie nie lubisz - w końcu zaszczyciła mnie spojrzeniem - nie znasz mnie 
- Znam - starłem się rozluźnić napięcie jakie powstało - wiem, że kochasz taniec. Wiem, że niesamowicie tańczysz i masz przepiękne oczy
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie 
- Deb to nie jest tak, że Cię nie lubię. Ja...
- Więc jak? - przerwała mi - Więc do cholery jak jest Justin? - wpatrywała się we mnie tymi swoimi wielkimi oczami 


- Sam nie wiem - odpowiedziałem po chwili ciszy - ja na prawdę nie wiem jak jest
- Nie powinnam zgadzać się na Twoje partnerowanie mi - powiedziała cicho, wstała i wróciła do środka. Tym razem zostałem na swoim miejscu. Zostałem sam z jej słowami i własnymi myślami. 



Debora


Rozmowa z Justinem tak na mnie zadziałała, że postanowiłam się upić. Wiem, że to głupie z mojej strony ale nie miałam siły na rozmyślania nad jego słowami a alkohol wydawał się dobrym, chwilowym wymazywaczem pamięci więc piłam drink za drinkiem. Z każdym kolejnym czułam się coraz bardziej błogo. Nick zauważył, że mam już dość ale wyśmiałam go i odesłałam do domu. Sama chciałam jeszcze zostać i zabawić się trochę. Wiedziałam, że kiedy wrócę do mojego łóżka rozryczę się na dobre. W tym mieście zdecydowanie zrobiłam się mazgajem ale zanim tu przyjechałam byłam twarda. Musiałam taka być dla taty i dla siebie. Po wypiciu kolejnego drinka chwiejnym krokiem wróciłam na parkiet. Zaczepiłam przypadkowego faceta i zaczęłam z nim tańczyć. Czułam jak alkohol uderza mi do głowy. To było istne szaleństwo. Szalałam ale w pewnym momencie poczułam jak robi mi się gorąco i duszno. 

- Słabo mi - wydukałam cicho chłopakowi który towarzyszył mi na parkiecie
- Chodź zaprowadzę Cię w ciche i chłodniejsze miejsce - złapał mnie za rękę i prowadził w tłumie ocierających się o siebie ciał. Byłam mu wdzięczna. Nogi miałam jak z waty i wydaje mi się, że powoli traciłam świadomość. Kiedy dotarliśmy na miejsce posadził mnie pod zimną ścianą i po chwili wrócił ze szklaną wody. Wypiłam ją, zamknęłam oczy i powoli dochodziłam do siebie. Alkohol dalej szumiał w mojej głowie ale czułam się lepiej
- Dziękuję - otworzyłam oczy i posłałam chłopakowi uśmiech
- Możesz podziękować mi w inny sposób - powiedział to z obleśnym uśmieszkiem na twarzy, postawił i ciężarem swojego ciała przycisnął do ściany
- Puść mnie! - krzyknęłam przerażona
- No skarbie zobaczymy jak dobrze się pieprzysz - zaśmiał się, natarł swoimi ustami na moje, rozerwał moją bluzkę i zaczął obliśniać mój dekolt. Starałam się wyrwać ale każdy mój ruch powodował, że napierał na mnie jeszcze bardziej
- Proszę - szloch wyrwał się z moich ust
- Prosisz o ostre ruchanie? - spojrzał na mnie a ja nie wiedząc co zrobić naplułam mu w twarz
- Chciałem być delikatny ale pożałujesz tego suko - wytarł się moją koszulką i chwilę później wycelował mocny cios w mój policzek. Przygryzłam wargę z bólu a łzy wypływały z moich oczu
- Niech mi ktoś pomoże! - zaczęłam krzyczeć ale zakrył moje usta dłonią. Wiedziałam, że nie zdołam się uratować. Walczyłam z nim jeszcze chwilę ale w pewnym momencie poddałam się i w duchu modliłam żeby zrobił to szybko. Wewnętrznie krzyczałam przerażona. Za chwilę miałam zostać zgwałcona. Szeroko otworzyłam oczy kiedy wyciągnął nóż i przeciął mój biustonosz tak, że miseczki opadły po bokach mojego ciała. Zaczęłam krzyczeć z bólu w jego dłoń kiedy brutalnie ssał i przygryzał moje sutki. Ściągnął dłoń z moich ust i zacisnął ją na mojej szyi
- Jeśli krzykniesz to uścisk stanie się mocniejszy co będzie przyczyną odcięcia dopływu powietrza a wolałbym żebyś była żywa kiedy będę ostro Cię ruchał - zaśmiał się szyderczo
- Dlaczego mi to robisz? - załkałam ale on nie odpowiedział tylko wrócił to torturowania moich piersi. Zamknęłam oczy i szlochałam cicho kiedy obśliniał moje ciało. Był coraz bardziej agresywny a ja coraz gorliwiej modliłam się żeby było już po wszystkim i dał mi już spokój. Nagle poczułam jak mój napastnik zostaje ode mnie oderwany ale bałam się otworzyć oczy. Zacisnęłam mocniej powieki i odruchowo zapięłam bluzę. Kawałek materiału stał się teraz moją tarczą obronną. Słyszałam jak ktoś zostaje rzucony na ziemie i wymierzane ciosły. Słyszałam łamiący się nos i wybuchłam płaczem.
- Zabierz ją do domu! My się nim zajmiemy! - krzyk był nieznośny. Poczułam dłonie na swoich ramionach i wystraszona odskoczyłam.
- Deb to ja, Justin - zebrałam się w sobie i spojrzałam na niego - zabiorę Cię w bezpieczne miejsce dobrze? - pokiwałam głową i pozwoliłam żeby wziął mnie na ręce.

***

- Gdzie jesteśmy? - zapytałam cicho kiedy Justin zatrzymał samochód przed jakimś budynkiem
- Pod moim mieszkaniem - rzucił szybką odpowiedź i chwilę później pomógł mi wysiąść
- Myślałam, że zabierzesz mnie do mojego domu
- Powiedziałem, że zabieram Cię w bezpieczne miejsce a moje mieszkanie wydaje mi się być najbezpieczniejszym miejscem na ziemi - posłał mi uśmiech ale ja nie potrafiłam się uśmiechnąć. Wciąż czułam na sobie brutalny dotyk chłopaka który próbował mnie zgwałcić. Ponownie pozwoliłam Justinowi na więźcie mnie na ręce i zaniesienie do jego mieszkania. Cały czas panowała pomiędzy nami cisza. Posadził mnie na kanapie i po chwili wrócił z kubikiem wody. Podał mi go a ja wypiłam go szybko. Cały czas bardzo chciało mi się pić
- Chcesz się wykąpać
- Nie mam w co się przebrać - wstałam - muszę wracać do domu
- Dam Ci coś z moich ciuchów - zniknął gdzieś i po dłuższej chwili wszedł do salonu z ubraniami w rękach. Bez słowa wzięłam je od niego i przyciskając je do siebie szłam z nim
- Nie mam szczoteczki
- Przyniosę Ci - powiedział kiedy weszliśmy do łazienki. Pokazał mi gdzie stoi żel, szampon i obiecał że szczoteczkę dostanę kiedy już się umyję
- Pomóż mi - powiedziałam płaczliwie kiedy już miał wyjść. Spojrzał na mnie zaskoczony - nie chcę już czuć jego ust na swoich - rozpłakałam się. Justin stał chwilę i wpatrywał się we mnie. W końcu podszedł do mnie i wziął moją twarz w swoje dłonie.
- Chcesz żebym cię pocałował? - zapytał ostrożnie cierpliwie ocierając moje łzy
- Proszę - brzmiałam jak mała dziewczynka prosząca tatę o lizaka. Justin popatrzył chwile w moje oczy i w końcu złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Nie myśląc długo upuściłam ciuchy, przytuliłam się do niego i pocałowałam go ponownie. Justin oddał mój pocałunek. 


-----------------------------------------------------------

Z racji podjęcia przeze mnie nowej pracy mam ograniczony czas. Postaram się dodawanie rozdziałów przy najmniej dwa razy w miesiącu. Proszę was o cierpliwość. Właśnie porządkuje swoje życie i wychodzi mi to dobrze. Jak tyko już wszystko ogarnę rozdziały będą pojawiać się co najmniej raz na tydzień. 

20 kwietnia 2014

Rozdział 7


Siedzę za ladą i obserwuję krzątającą się po sklepie Sarę. Dziewczyna zdecydowanie jest dzisiaj nerwowa. Upijam łyk swojej kawy i staram się ukryć rozbawienie kiedy narzeka na nierozgarniętych klientów robiących bałagan w płytach. Kiedy jest zła jej twarz nabiera buraczanego wyglądu. Zerkam na dzwoniący telefon. Marszczę brwi kiedy nie znam wyświetlającego się na ekranie numeru.
- Debora Evans - mówię oficjalnym tonem kiedy odbieram
- Cześć Deb tu Lora
- Lora? - mówię zdziwiona - skąd masz mój numer?
- Od Nick'a - odpowiada szybko - dzisiaj wieczorem organizuję małą imprezę i pomyślałam sobie, że może miałabyś ochotę wpaść
- Impreza? Mam trening - mówię po chwili zastanowienia
- Wiem i rozmawiałam już na ten temat z Justinem
- Rozmawiałaś już z Justinem? - unoszę brew
- Taaa, wiesz on już chyba wszystkim powiedział że tańczycie razem - nic nie odpowiadam co dziewczyna po drugiej stronie słuchawki bierze znak do dalszego monologu - co do imprezy to stwierdził, że przyda się wam chwila przerwy i chętnie wybierze się na nią. Mam nadzieje, że Ty również przyjdziesz - zerkam na Sarę która staje przy ladzie i z zaciekawieniem przysłuchuje się rozmowie. Wywracam oczami i pokazuję jej żeby odeszła kawałek ale ona kiwię głową - miejsce i godzinę wyślę Ci na maila
- Nie masz mojego adresu - odzywam się w końcu
- Skarbie rozmawiasz z Lorą Brown - chichocze - ja już ten adres mam
- Dobra jesteś - śmieje się
- Wiem - rozbawiona wywracam oczami - to przyjdziesz?
- Zastanowię się
- Wydaje mi się, że Bieber bardzo chce żebyś przyszła
- On nie będzie brany pod uwagę
- Jasne
- Co to miało znaczyć? - pytam zdziwiona
- Nic. Czekam na Ciebie i zabierz ze sobą przystojniaka Nick'a - chciałam coś powiedzieć ale rozłączyła się. Czasem Lora jest bardzo irytująca ale ma w sobie coś takiego, że nie da się jej nie lubić. Myślę, że z nią jest trochę jak z Justinem... oboje mają w sobie coś co przyciąga do nich ludzi. Czasem może wydawać się to przerażające ale osoba która dała się im oczarować powoli uzależnia się od ich obecności. Zerkam na Sarę szczerzącą się do mnie i ponownie wywracam oczami.
- Czy ja słyszałam słowo impreza?
- Owszem słyszałaś - odpowiadam i wychodząc na sklep zaczynam układać płyty - faktycznie klienci mogliby odkładać krążki na swoje miejsca
- To w co się ubieramy?
- Gdzie? - pytam nie odrywając się od zajęcia
- No na tą imprezę
- Ja nie idę
- Deb możesz oszukiwać mnie ale nie siebie - odwracam się w jej stronę i chce już coś powiedzieć ale nie daje mi szansy - pójdziesz tam ze względu na tego chłopaka a ja chcę w końcu go poznać - Sara ma rację. Kiedy tylko Lora wspomniała o imprezie i Justinie wiedziałam, że się pojawię. Hej! To nie moja wina, że ten chłopak jest odpychający i przyciągający jednoczenie. Tylko w co ja się ubiorę?

***

Stoję przed lustrem i przyglądam się sobie. Zastanawiam się co mam na siebie włożyć. Nie chcę wyjść na strojącą się panienkę i biorąc pod uwagę towarzystwo jakie tam będzie decyduje się na czarne, lekkie dresy z obniżonym krokiem, białą bokserkę i czarną bejsbolówkę. Białe, zwykłe sneakersy będą pasować idealnie. Ściągam ręcznik z głowy i delikatnie osuszam nim włosy. Podłączam suszarkę przerzucając włosy na prawe ramie pochylam się i suszę je. Zajmuje to dłuższą chwilę i kiedy kończę jęczę. Wyglądam jak żałosny pudel. Sięgam po lokówkę i robię delikatne fale. Zazwyczaj noszę kucyk ale impreza to impreza więc chcę wyglądać inaczej. Kończę, spryskuje je lakierem i przebieram się. Zadowolona z doboru ciuchów podciągam rękawy, siadam i zabieram się za makijaż. Na całe szczęście w trakcie licznych zawodów nauczyłam robić się w miarę identyczne, dopracowane kreski. Robię je szybko czarnym eyelinerem, tuszuję rzęsy, usta traktuje czerwoną szminką, sprzątam po sobie i idę do salonu.
- Nick możesz się pospieszyć? - pytam zirytowana - szykujesz się dłużej niż ja a jeszcze musimy zgarnąć Sarę zanim dotrzemy na miejsce. Spóźnienia nie są fajne - stoję na środku pomieszczenia i marudzę jak dziecko.
- Idę, idę - tupię nogą coraz bardziej zdenerwowana. Zerkam na zegarek i jęczę kiedy okazuje się, że za dwadzieścia minut mamy odebrać Sarę a mój przyjaciel jeszcze nie jest gotowy
- Nick do cholery!
- Już jes... - przyglądam się mu kiedy urywa - kim jesteś i co zrobiłaś z moją przyjaciółką?
- Co? - patrzę na niego zdziwiona
- Wyglądasz inaczej
- Jest aż tak źle? - pytam zdenerwowana. Kurde wiedziałam, że nie powinnam szaleć
- Nie, jest świetnie - chłopak uśmiecha się - wyglądasz cholernie seksownie
- Naprawdę?
- Zdecydowanie tak - czerwienię się słysząc jego słowa. Nie jestem przyzwyczajona do wysłuchiwania komplementów typu "jesteś seksowna". Szczerze to w ogóle nie jestem przyzwyczajona do komplementów dotyczących mojego wyglądu. Owszem ludzie chwalą to jak tańczę ale nie to jak wyglądam. Uśmiecham się szeroko kiedy Nick obejmuje mnie ramieniem i wychodzimy z mieszkania.


***

Patrze na dom z którego dochodzą dźwięki głośnej muzyki. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Słowo wielki idealnie do niego pasuje. Wysiadam z samochodu i idę przed siebie. Pukam w drzwi i słyszę za sobą śmiech moich towarzyszy.- Nie rozumiem co was tak śmieszy - mówię pod nosem- Deb kiedy przychodzisz na imprezę nie pukasz tylko wchodzisz - Nick nawet nie próbuje ukryć rozbawienia i otwiera drzwi - panie przodem - wywracam oczami i wchodzę do środka. Dom na zewnątrz już prezentuje się wspaniale ale kiedy wchodzisz do środka jesteś jeszcze bardziej zachwycony. Wszystko tutaj pasuje idealnie i jest urządzone z wielkim smakiem. Rozglądam się i widzę tłum ludzi. Jedni ocierają się o siebie na parkiecie, inni rozmawiają a reszta wraca z nieznanego mi miejsca z czerwonymi kubkami w ręce. Patrzę na dziewczyny i jęczę. Wszystkie mają na sobie ekstra sukienki a ja zjawiłam się w dresach. Nie chciałam się wyróżniać a osiągnęłam odwrotny efekt. Kurdę nawet Sara założyła kieckę. Świetnie. Szukam wzrokiem Lory ale nie jest mi dane ją odnaleźć.- To co? Może napijemy się czegoś mocniejszego?- Jestem za - odpowiadam Sarze i cała nasza trójka wybiera się na poszukiwanie baru. Prowadzeni czerwonymi kubkami po kilkunastu minutach docieramy do niego. - Wow! Świetne zaopatrzenie- Nick proszę Cię tylko nie przesadź - przytrzymuję przyjaciela - nie mam ochoty po raz kolejny nawalonego odstawiać Cię do domu- Skarbie wyluzuj - chłopak posyła mi czarujący uśmiech - jesteśmy na imprezie, jesteśmy młodzi więc zaszalejmy dzisiaj- Szaleć to nie znaczy nawalić się jak świnia - wybieram piwo i dość szybko je wypijam. Zdecydowanie za szybko.- Ktoś mi mówił, że nie chce nawalić się jak dzika świnia- Nick nie zaczynaj - zabieram kolejny kubek, zostawiam moich towarzyszy przy barze i idę w stronę parkietu. Nick sam mówił, że mam się wyluzować więc zamierzam to zrobić. Taniec to coś co pomoże mi to osiągnąć. Zawartość kubka trzymanego w mojej dłoni ponownie zostaje szybko opróżniona. Odstawiam go nie zwracając uwagi gdzie i zaczynam manewrować pomiędzy tańczącymi ludźmi. Czuję jak muzyka zaczyna przejmować kontrolę nad moim ciałem. Bicie serca miesza się z rytmem. Oczyszczam umysł i pozwalam się temu ponieść. Zamykam oczy i tańczę. Istnieję tylko ja i muzyka. Kołyszę biodrami a moje dłonie wędrują w górę mojego ciała. Krew krąży coraz szybciej a ja zatracam się całkowicie. Nie zwracam uwagi na nic i na nikogo. Odrywam inną, bardziej szaloną siebie. - Pięknie wyglądasz - czuję ciarki słysząc ten szept- Dziękuję - odpowiadam chrypliwie i uśmiecham się kiedy czuję silne dłonie na moich biodrach - Zatańcz ze mną - czuję jego gorący oddech na mojej szyi- Przecież tańczę- Deb zatańcz ze mną tak jak to robiłaś przed chwilą - w ruch wprowadza język. Kreśli nim mokrą ścieżkę na mojej skórze a ja nie mogę zebrać się w sobie żeby go odepchnąć. Dociskam swoje biodra do jego i zaczynam poruszać nimi w sposób jaki robiłam to jeszcze chwilę temu. Czuję jak się uśmiecha więc przygryzam wargę i poruszam się śmielej a on dołącza do mnie. Poruszamy się idealnie zsynchronizowani a ja zapominam o całym świecie. Ponownie istnieję tylko ja, on i muzyka.




-----------------------------------------------------

WESOŁYCH ŚWIĄT SKARBY! ♡

Tak wiem i bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo mocno was przepraszam ♡ Chciałam rozdział dodać dużo wcześniej ale byłam bardzo zabiegana, zmieniam pracę i po prostu nie miałam czasu siąść przy komputerze i się tym zająć. Jeszcze raz was bardzo przepraszam i mam nadzieję, że warto było czekać. Kocham was ♡ – Pati


22 marca 2014

Rozdział 6


Sara wyszła dzisiaj wcześniej więc to mi przypadło zamknięcie sklepu. Pożegnałam ostatniego klienta i zabrałam się za sprzątanie sklepu. Poukładałam płyty na swoim miejscu, pozamiatałam sklep i ogarnęłam zaplecze. Lubię swoją pracę. Może to nie jest szczyt marzeń ale mi pasuje. Dodatkowym plusem jest fakt, że nie siedzę sama w mieszkaniu Nick'a a jedyna droga jaką pokonuję to ta do studia. Tutaj mam kontakt z ludźmi i poznałam Sarę która jest niesamowicie uroczą i ciepłą osobą. Jeśli myślisz Sara pierwsze skojarzenie jakie przychodzi Ci do głowy to urocza wariatka. Skończyłam zamiatać i zerknęłam na zegarek.
- Cholera! - zaklęłam pod nosem, odłożyłam wszystko na miejsce, zabrałam swoje rzeczy i wybiegłam ze sklepu. Byłam spóźniona i Nick mnie zabije. Nie żartuję. Nick nie toleruje jak on to mówi takiego typu wyskoków. Tak, mój przyjaciel jest przewrażliwiony na punkcie punktualności. Wściekła na siebie zamknęłam sklep i pobiegłam do samochodu. Mając nadzieję, że nie będzie korków wsiadłam, zapięłam pasy, uruchomiłam silnik i ruszyłam w drogę. Niezgrabnie wyjęłam telefon z kieszeni spodni i wybrałam numer przyjaciela. Nie odbierał. Wywróciłam oczami i spróbowałam jeszcze raz ale efekt był dokładnie taki sam jak przed chwilą. Miałam nadzieję, że Nick po prostu nie słyszy telefonu ponieważ właśnie się rozgrzewa. Westchnęłam i w głowie szykowałam solidne wytłumaczenie na moje spóźnienie.

***

Wdzięczna losowi zaparkowałam samochód pod salą. Postanowiłam zmienić buty w samochodzie żeby bardziej nie zdenerwować przyjaciela. Po wykonaniu tego trudnego jak na takie warunki zadania i narobieniu sobie kilku siniaków wyskoczyłam z samochodu jak poparzona, zamknęłam go i pobiegłam w stronę wejścia do Rosa. Dosłownie wpadłam do środka.
- Nick przepraszam wiem, że się spóźniłam ale dzisiaj zam... - urwałam kiedy zorientowałam się, że mojego przyjaciela wcale tutaj nie ma. Zrezygnowana przeszłam na środek sali i przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrach.
- Kretynka! - wydarłam się i zirytowana zamknęłam oczy. Oddychałam głęboko starając się uspokoić. Muszę być spokojna żeby porozmawiać z nim przez telefon.Oddychałam jeszcze głębiej czując jak powoli moje mięśnie się rozluźniają a ja pozbywam się całej irytacji.
- Odesłałem go do domu - usłyszałam głos za sobą i dopiero po kilku chwilach zorientowałam się, że słowa skierowane są do mnie. Dobrze wiedząc do kogo ten głos należy ostrożnie otworzyłam oczy. W momencie kiedy ujrzałam odbicie chłopaka w moim brzuchu wybuchło stado motyli, zresztą jak zawsze gdy go widzę. Justin stał za mną w ten swój seksowny sposób. Przygryzłam wargę i wpatrywałam się w niego. Cholera ten chłopak wygląda jak młody, grecki bóg. Oj wiecie o co mi chodzi.
- Przestań to robić - powiedział rozbawiony i powoli ruszył w moją stronę
- Co? - zapytałam nie spuszczając wzroku z jego odbicia
- Przestań przygryzać wargę
- Przepraszam - powiedziałam cicho i dopiero po chwili zorientowałam się co właśnie zrobiłam. Dlaczego ja go w ogóle przepraszam?! Chciałam już coś powiedzieć ale zamknęłam usta gdy chłopak zbliżył się do mnie i położył dłonie na moich ramionach. W momencie kiedy to zrobił poczułam jak przez moje ciało przebiega coś w stylu prądu i cholera było to bardzo przyjemne uczucie.
- Jesteś zła? 
- Co? - zapytałam ponownie wybita ze swoich myśli
- Jesteś zła, że odesłałem go do domu?
- Jestem bardziej zdziwiona - powiedziałam cicho - dlaczego to zrobiłeś?
- Ponieważ od dzisiaj masz nowego partnera - powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy a ja zmarszczyłam brwi
- Przecież ja wcale nie mam nowego partnera - powiedziałam pod nosem i odeszłam od niego - szukałam ale nikogo jeszcze nie znalazłam
- I tu się mylisz - powiedział rozbawiony a ja odwróciłam się w jego stronę
- Jeśli myślisz, że będziesz ze mną tańczył to jesteś w wielkim błędzie - powiedziałam zła i ruszyłam w stronę wyjścia ale chłopak zastawił mi drogę i przyciągnął do siebie. Nasze klatki piersiowe były przyciśnięte do siebie a nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko siebie. Jeśli chciałby mnie pocałować nie miał by w tej chwili z tym najmniejszego problemu.
- Oddychaj Deb - szepnął mi do ucha a ja posłuchałam jego polecenia nie świadoma do tej pory, że wstrzymuję oddech
- Puść mnie
- Wcale nie chcesz żebym Cie puszczał - powiedziała rozbawiony i przycisną mnie do siebie jeszcze bardziej
- Właśnie, że chce - powiedziałam słabym głosem oczarowana jego bliskością. Więc to tak jest kiedy Justin Cię dotyka. Czujesz na ciele ciarki i przyjemne dreszcze. Miejsce gdzie nasza skóra się dotykała dosłownie paliło mnie a w moim ciele wybuchł jakiś magiczny żar
- Deb gdybyś chciała żebym Cię puścił właśnie walczyła byś ze mną i brzmiała pewnie a nie jak spłoszona, mała dziewczynka - nie odezwałam się tylko wpatrywałam w jego ciepłe oczy. Dalej sobie ze mną pogrywał ale jego postawa trochę się zmieniała. Nie był już odpychający i przyciągający jednocześnie - Debora zatańcz ze mną - powiedział niskim, zachrypnietym głosem a ja dosłownie prawie upadłam
- Justin proszę nie - powiedziałam cicho
- Wiem, że chcesz ze mną zatańczyć - uśmiechnął się i zamknął mnie w ramie trzymając zdecydowanie. Nie mogąc dłużej z nim walczyć poddałam się i pozwoliłam się mu prowadzić. Sposób w jaki się poruszał, sposób w jaki mnie dotykał. Czułam się przy nim niezwykle bezpiecznie i seksownie. Zamknęłam oczy i zaufałam mu bezgranicznie. Justin prowadził mnie doskonale i już wiedziałam, że to jest chłopak z który chcę tańczyć. Uzależniłam się od jego dotyku już w momencie kiedy położył dłonie na moich ramionach. Chłopak prowadził mnie w tańcu lekko i zdecydowanie jednocześnie. Jeszcze z nikim nie tańczyło mi się tak jak z nim. Nie wiem nawet jak mam to określić. Justin stał się moim osobistym narkotykiem. Ten chłopak uzależnia dokładnie tak samo jak heroina - już po pierwszym razie masz ochotę na jeszcze więcej. Nie wiem jeszcze czy to mi zaszkodzi czy pomoże ale postanowiłam zaryzykować. Kiedy poczułam, że stanęliśmy otworzyłam oczy i napotkałam jego wzrok.
- Rozważyłam za i przeciw i doszłam do wniosku, że możesz zostać moim partnerem na czas przygotowań i przesłuchania - rzekłam zdyszana
- Wiedziałem, że zgodzisz się na to już w sklepie - miał na twarzy ten swój cwaniacki uśmieszek, musnął ustami mój policzek, wypuścił mnie z objęć i ruszył w stronę wyjścia. Przygryzłam wargę i obserwowałam to z jaką gracją się poruszał
- Deb następnym razem przyjdź na czas i przestań przygryzać tą wargę. Chciałbym żeby przy naszym pierwszym pocałunku była cała - zaśmiał się a ja dosłownie zakrztusiłam. Co ten chłopak właśnie powiedział?!
- Kretyn - krzyknęłam za nim, pobierałam swoje rzeczy i również skierowałam się do wyjścia.