29 sierpnia 2014

Rozdział 14

Debora

Justin tak jak obiecał zabrał mnie na śniadanie. Cały czas, po wydarzeniach mających miejsce chwilę po naszym obudzeniu się był dziwnie milczący. Chciałam żeby wyjaśnił mi dlaczego uważa, że być z nim i przy nim jest dla mnie niebezpieczne ale nie chciałam na niego naciskać więc odpuściłam. Powiedział, że chce ze mną być co nie zmienia faktu, że tworzymy parę na parkiecie a nasza znajomość dopiero raczkuje więc nie mam nawet prawa domagać się wyjaśnień. Jeśli będzie chciał mi powiedzieć to powie a ja muszę się z tym pogodzić. Po śniadaniu odwiózł mnie do pracy. Całą drogę milczeliśmy. Nie przeszkadzało mi to. Wydawało mi się, że to nawet lepiej. Nie chciałam powiedzieć czegoś co sprowokuje kłótnię. W zamian za rozmowę pozwoliłam sobie na oficjalne obserwowanie go. Cieszyła mnie świadomość, że już nie muszę tego ukrywać. Starałam doszukać się chociaż malutkiej wady w jego wyglądzie ale nie znalazłam nic. W sumie to było trochę przerażające. Gdybym zauważyła chociaż jedną niedoskonałość nie zastanawiałbym się tak często czy nie jest on tylko wytworem mojej wyobraźni. Często wydaje mi się, że jest za idealny by mógł być prawdziwy. Jest za piękny żeby mógł się zainteresować taką dziewczyną jak ja.
- Odbiorę Cię po pracy i pojedziemy prosto na salę - powiedział zerkając na mnie
- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo i wysiadłam. Nie znosiłam kiedy ton jego głosu był taki zimny. Rozumiem, że ten sen sprawił, że ma jakieś obawy ale to do cholery nie było moją winą. Złość uderzyła we mnie nagle i miałam ochotę wrócić do samochodu, nawrzeszczeć na niego ale nie. Po pierwsze wyrzuty sumienia męczyłyby mnie do końca życia i po drugie to bardzo zły pomysł. Szłam przed siebie skupiona na drzwiach wejściowych do sklepu gdy nagle poczułam ręce oplatające się wokół mojej talii. Doskonale wiedziałam kto to.
- Skarbie - wyszeptał mi do ucha a w moim żołądku rozszalało się stado motyli
- Co? - burknęłam
- Nie dostałem pożegnalnego buziaka - zachichotałam. Justin rozluźnił trochę uścisk pozwalając mi tym samym odwrócić się w jego stronę.
- Wiesz, że często jesteś dupkiem? - zapytałam zaplatając dłonie na jego karku
- Ale sama powiedziałaś, że bierzesz pełny pakiet - uśmiechnął się i wkradł ustami na moje. Automatycznie oddałam pocałunek.
- Bo biorę - wymamrotałam próbując unormować oddech.
- Do zobaczenia - cmokną mój policzek i poszedł do samochodu. Obserwowałam go przez chwilę i gdy zniknął z pola widzenia weszłam do sklepu.

Justin

Dojechałem na miejsce w kilka minut. Chłopcy też już byli. Posiedziałem chwilę w samochodzie starając się oczyścić umysł. Teraz musiałem skupić się na pracy ale nie mogłem odgonić od siebie tego pieprzonego snu. Jak dla mnie jest on ostrzeżeniem. Chciałem wyjść z jej pokoju i nigdy tam nie wracać ale nie mogę. Debora weszła pod moją skórę, do mego umysłu a ja nie mogę jej z niego wyrzucić. Wiem, że nie jestem w porządku ale potrzebuje jej. Cholernie bardzo jej potrzebuje. Ona daje mi trochę normalności w świecie w którym żyję. Sam go wybrałem ale to ona wybrała mnie a ja chcę dać jej całego siebie. Z zamyślenia wyrwało mnie stukanie w szybę. Spojrzałem w tamtą stronę. Zobaczyłem zniecierpliwionego Tay'a. Zrezygnowały wysiadłem.
- Justin co się dzieje?
- Nic - wzruszyłem ramionami - skupmy się teraz na robocie - wiem, że się martwi ale najpierw muszę poukładać sobie wszystko w głowie żebym mógł porozmawiać z nim. To dziwne bo jeszcze kilka tygodni temu to on zwierzał mi się z problemów z dziewczynami a teraz to ja miałem ochotę zwierzać się mu. To nie było w moim stylu tak samo jak posiadanie dziewczyn u mojego boku dłużej niż kilka dni. Debora obudziła we mnie coś co moim zdaniem już dawno umarło. Ruszyłem przodem i po chwili siedziałem przy stole. Przywitałem się ze wszystkimi i cierpliwe czekałem na osobę która rozdzieli zadania. Czas dłużył się niemiłosiernie a ja chciałem mieć to spotkanie już za sobą. Tay zajął miejsce tuż obok mnie. Również milczał. Kiedy przyjeżdżamy w to miejsce zawsze milczymy. Ktoś obserwujący nas z boku pomyślałby, że musimy być dziwakami i szczerze mówiąc nie pomyliby się ani trochę. Każdy z chłopaków siedzących przy tym stole jest dziwny i szalony jednocześnie. Każdy z nach chciałby cofnąć czas i nie wchodzić w to gówno ale teraz to nie jest możliwe. Każdy z nas prowadzi podwójne życie i każdy z nas miał inne powody by w to wejść. Usłyszałem dźwięk dochodzący zza drzwi garażu.
- Przyjechał - odezwał się Zack. On z nas wszystkich był najbliżej ze starym ale nie możemy nazwać go jego prawą ręką. Był raczej najbardziej zaufanym chłopczykiem na posyłki. Każdy z nas nim był ale to właśnie Zack informował nas o każdym spotkaniu i wykonywał najgorszą robotę. Chłopcy mu zazdrościli ale nie ja. Nie chciałem robić tego co on. Wystarczyło mi już to gówno które mam. Rosły mężczyzna wszedł w końcu do środka. W duchu biłem mu brawo. Dzisiaj spóźnił się tylko kilka minut. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Wyglądał trochę inaczej niż zwykle a na twarzy malował mu się jeszcze bardziej obleśny uśmiech niż ten który widziałem ostatnim razem. Usiadł przy stole i bez owijania w bawełnę przeszedł do rzeczy. Każdemu z osobna rozdawał towar i przydzielał zadania. Zmarszczyłem brwi kiedy mnie ominął. To nie wróżyło nic dobrego. Swoje zadania zawsze wykonywałem solidnie więc nie rozumiałem o co chodzi.
- Wszyscy już wiedząc co mają robić? - zapytał skanując nas wzrokiem. Chłopcy zgodnie pokiwali głowami. - Więc wszyscy oprócz Biebera mogą iść - spojrzał na mnie. Czułem jak gula rośnie mi w gardle. Nie byłem bojaźliwym facetem ale on mnie przerażał. Wszyscy obecni szybko wykonali jego polecenie.
- Zajebiście - wymamrotałem sam do siebie. Nie miałem ochoty zostawać z nim sam na sam.
- Jestem zadowolony z Twojej pracy - powiedział kiedy wszyscy już wyszli
- Dzięki - odpowiedziałem
- Dlatego mam dla Ciebie nowy rodzaj pracy - spojrzałem na niego zdziwiony - oczywiście też lepiej płatnej ale również bardziej niebezpiecznej - uśmiechnął się - jestem pewny, że dasz sobie rade - podsunął mi teczkę. Otworzyłem ją i przeglądałem znajdujące się w niej papiery.
- Nie mogę tego zrobić - pokiwałem głową i wstałem - nie jestem taki
- Oczywiście, że to zrobisz - podsunął mi zdjęcie - bo zależy Ci na niej - moje serce zamarło kiedy na nim zobaczyłem Deborę wchodzącą do Rosa
- Jesteś chory - wysyczałem - nie mieszaj jej w to
- Sam ją wmieszałeś Bieber - wstał i podszedł do niej - masz trzy miesiące - poklepał mnie po policzku i wyszedł. Pieprzony skurwiel! Spojrzałem na teczkę i utkwiłem w niej wzrok.

***

- Hej - Deb podbiegła do mnie z uśmiechem 
- Hej - musnąłem jej usta - gotowa na trening? - pokiwała głową i przebrała się. Nie odebrałem jej z pracy ponieważ musiałem załatwić kilka spraw. Obserwowałem ją zastanawiając się jak długo uda mi się ukryć kim tak naprawdę jestem. Od samego początku powtarzam sobie, że nie mam prawa jej tego robić ale jestem zbyt samolubny by dać jej spokój. Kiedy już się przebrała zaczęliśmy ale ja nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem o tej zasranej teczce. Dlaczego ten skurwiel musiał mi to zrobić?! 
- Justin co się dzieje? - Deb zapytała delikatnie kiedy tysięczny raz pomyliłem kroki. 
- Nic - wzruszyłem ramionami i usiadłem na parkiecie. Oparłem się o ściane, zamknąłem oczy i wyprostowałem nogi. Siedziałem tak do czasu kiedy nie poczułem jak ktoś  na nich siada. Podniosłem powieki i ujrzałem piękną twarz dziewczyny której powinienem dać spokój.
- Jesteś pewny, że nic? - wplątała palce w moje włosy i bawiła się nimi delikatnie. 
- Tak - posłałem jej uśmiech.
- Jesteś cały spięty - stwierdziła zostawiając pocałunki na moim ramieniu. Cholera! Ta dziewczyna nawet nie wie jak bardzo mnie nakręca - ale myślę, że mogę coś na to poradzić - powiedziała w mą szyję i zassała mój czuły punkt
- Tak? - zajęczałem mimowolnie
- Tak - wkradła się na moje usta i pocałowała zachłannie. Nie czekałem długo i oddałem jej pocałunek. Stawał się on coraz bardziej namiętny a mnie korciło żeby pozbyć się jej ciuchów i pieprzyć się z nią tutaj. Złapałem za końcówki jej koszulki i spojrzałem na nią.
- Nie krępuj się - powiedziała patrząc mi w oczy
- Jesteś pewna?
- Tak - przygryzła wargę i podniosła ręce do góry. Ściągnąłem z niej materiał. Widziałem jaka jest zagubiona i to dodało jej uroku
- Nie bój się - wyszeptałem w jej usta
- Przy Tobie się nie boje - pocałowała mnie. Nie powinienem tego teraz robić ale tak bardzo potrzebowałem jej bliskości. Potrzebowałem jej całej. Już zawsze będę jej potrzebował.



-----------------------------------------------------------------------------------------
I mamy nowy rozdział! ;) Mam nadzieję, że umili wam te ostatnie dni wakacji.
Chciałam bardzo podziękować za każdy komentarz każdemu z osobna.
I jak wam się podoba? Opisujcie wszystko w komentarzach (które swoją drogą bardzo motywują).

Do zobaczenia następnym razem. Pati xo

16 sierpnia 2014

Rozdział 13


Justin

Obudziłem się w ledwo oświetlonym, wilgotnym pomieszczeniu. Poruszyłem się nieznacznie i poczułem ból w lewym żebrze promieniejący na większość ciała. Opuszczona głowa była zbyt ciężka bym mógł ją podnieść. 
- Gdzie ja jestem? - wymamrotałem a w odpowiedzi usłyszałem przerażający śmiech. Poruszyłem nogami i rękami. Zdziwiło mnie, że nie jestem przywiązany do krzesła na którym siedzę. Wciąż próbowałem podnieść głowę ale nie mogłem. Czułem jakby była z tytanu i ważyła tony.
- Bieber - ktoś kopnął mojego buta. Tak bardzo chciałem podnieść tą pieprzoną głowę ale ciało nie chciało ze mną współpracować. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie do czasu kiedy go nie dozna. 
- Bieber! - ktoś krzyknął wprost do mojego ucha i łapiąc za włosy podniósł moją głowę. - Radzę  Ci grzecznie otworzyć oczy - w głosie tego człowieka czuć było szyderczość. Chwilę mi zajęło zanim wykonałem jego polecenie. Wszytko miałem zamazane. Przede mną widziałem jakąś postać leżącą na podłodze ale nie mogłem rozpoznać kto to jest. Zamrugałem kilka razy i widoczność powoli wracała. 
- Debora - wyszeptałem kiedy rozpoznałem dziewczynę leżącą na brudnym materacu. Miała skrępowane kończyny i zaklejone usta. W jej oczach widać było strach. Poczułem jak krew w żyłach mi zastyga. Co ona tu robi? Dlaczego ja tu jestem? Jak do cholery się tu znaleźliśmy? Te trzy pytania wciąż odtwarzały się w mojej głowie. 
- Witamy stary - mężczyzna poklepał mnie po policzku. Już go gdzieś widziałem ale nie miałem pojęcia gdzie. Ta jego twarz. To spojrzenie i ten głos...
- Bruno - powiedziałem sam do siebie ale on musiał to usłyszeć. Posłał mi ten swój obleśny uśmiech. - Czego chcesz? - zapytałem patrząc mu w oczy.
- Zemsty
- Zemsty za co? - musieli mi coś podać. Czułem mrowienie na całym ciele. To wyjaśnia dlaczego nie trudzili się z przywiązaniem mnie do zasranego krzesła. Próbowałem sobie przypomnieć co działo się przed tym zanim obudziłem się w tym parszywym miejscu. 
- Cóż odebrałeś mi to co miałem najcenniejsze
- Sama od Ciebie odeszła
- I związała się z Twoim bratem
- To był jej wybór - zaśmiałem się. Bruno był skurwielem i to nie moja wina, że Megan postanowiła go zostawić. Owszem, to ja poznałem ją z Jaxo ale do chuja pana to nie ja zmusiłem ją do założenia mu obrączki na palec. 
- Gdybyś nie wszedł jej w drogę wciąż była by moja
- Wciąż byłaby Twoja gdybyś nie był takim skurwysynem - sprostowałem i w tym samym momencie poczułem cios wycelowany w moją szczeknę. Głowa ponownie mi opadła. Poczekałem aż ból stanie się znośny i podniosłem ją.
- Czego chcesz? - zapytałem ponownie
- Teraz ja zabiorę Ci coś co jest najcenniejsze dla Ciebie - obserwowałem jak podchodzi do materaca i siada obok Debory. Proszę tylko nie ona - Widzisz zemsta na Twoim bracie już nie jest możliwa sam wiesz dlaczego - posadził ją i zerwał taśmę z jej twarzy. Syknęła. - więc zemszczę się na innym Bieberze
- Ona nie ma z tym nic wspólnego - powiedziałem pewnym głosem i starałem się poruszyć ale kurwa nie mogłem
- Ma - zaśmiał się i pogłaskał jej policzek 
- Justin - Debora wyłkała patrząc na mnie błagalnym głosem a ja tylko mogłem siedzieć. Skurwiel wyciągnął nóż i obracał go przyglądając się ostrzu - Justin - łzy spływały po policzkach dziewczyny
- Oboje wiemy, że nie - zwróciłem się do niego
- Jest dla Ciebie ważna więc ma - ostrzem przejechał po jej policzku a pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk. Czułem jak strach mnie ogarnia. Ten skurwiel jest zdolny do wszystkiego a ja siedzę na krześle z którego nie mogę się podnieść. Z rany dziewczyny sączyła się krew a ten idiota uśmiechał się do niej jakby nic się nie stało. Mam ochotę go zabić!
- Bruno słuchaj - spojrzał na mnie więc patrzyłem mu prosto w oczy - chcesz się zemścić. Okej. Wypuść dziewczynę i załatw to ze mną. Chcesz zemsty na Bieberze a nie niewinnych osobach. 
- Kuszące ale to zaboli Cię najbardziej - natarł na jej usta swoimi. Debora próbowała odsunąć się od niego ale unieruchomił jej głowę swoimi obleśnymi dłońmi. Gotowałem się od środka i z jeszcze większą desperacją próbowałem wstać. Zanim zorientowałem się co się dzieje on przyciskał ją do materaca i dobierał się do jej spodni.
- Tylko nie to - pokiwałem głową - Debora! Zostaw ją! - krzyczałem ale to nic nie dawało a ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. 
- Justin! - wykrzyczała moje imię przez płacz kiedy przeniósł usta na jej szyję. - Justin! Justin! Justin!
- Debora!
- Justin!


Debora

- Justin! - krzyknęłam głośniej kiedy wciąż majaczył i nie chciał się budzić. - Justin! - dalej nic. Obudziłam się kiedy krzyczał. Teraz tylko majaczył i nie dało się go dobudzić. Byłam dosłownie przerażona. - Justin! - nie wiedząc co mając robić złapałam za jego ramiona i szarpnęłam nimi. Otworzył oczy i ujrzałam w nich przerażenie.
- Debora? - zapytał zachrypniętym głosem
- Już dobrze - pogłaskałam jego policzek - to był tylko sen - zamknął oczy i wstrzymał oddech. Poczułam, że za chwilę może nastąpić coś czego nie chcę. Tym razem to ja wstrzymałam oddech i czekałam na kolejny ruch chłopaka. Modliłam się, żeby spojrzał na mnie i poprosił żebym go pocałowała jednak pomyliłam się bardzo. Justin odciągnął moją dłoń od twarzy i wstał. Obserwowałam jak zakłada spodnie.
- Nie powinienem pozwolić żeby ta znajomość wyszła poza mury Rose
- Mówisz tak przez jakiś sen? - zapytałam z niedowierzaniem i również wstałam
- Ten sen może okazać się prawdą
- Jaki sen? - miałam wrażenie, że tym razem to ja śnię
- Nie mogę Ci powiedzieć - miał zamiar wyjść oknem a ja desperacko chciałam żeby został
- Nie ufasz mi - powiedziałam normalnym tonem. Zatrzymał się. - Po co była ta randka? Po co przyszedłeś tu w nocy? Dlaczego wciąż robisz ze mnie idiotkę? - spojrzał na mnie ale milczał - Dajesz mi sprzeczne sygnały. Od samego początku albo wyśmiewasz mnie albo dajesz do zrozumienia, że nie jestem Ci obojętna! Nienawidzę tego! Nienawidzę słyszysz?! - krzyczałam przez łzy
- Deb to nie tak - pokiwał głową - jeszcze na nikim nie zależało mi tak jak zależy na Tobie
- Kłamiesz!
- Nie kłamię - ja byłam coraz bardziej roztrzęsiona a on zachowywał stoicki spokój 
- Kłamiesz! - wciąż krzyczałam - Gdybyś tego nie robił zostałbyś ze mną teraz i nie porzucał mnie przez jakiś głupi sen!
- Zrozum, że on może stać się rzeczywistością
- Gówno mnie to obchodzi rozumiesz? - podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Chciał odwrócić wzrok ale powstrzymałam do - Nie interesuje mnie jakiś pierdolony sen. Ubzdurałeś sobie coś w głowie i nie chcesz dać temu szansy. Od samego początku nie chciałeś jej dać a teraz potrzebujesz głupiej wymówki i okazał się nią być jakiś tam sen - pokiwałam głową
- Przestań
- Bo co?
- Bo nie masz pojęcia o czy mówisz! - w końcu wybuchł. Pokazał jakieś odczucie. - Nie znasz mnie! Nie wiesz kim jestem! Nie wiesz jak niebezpiecznie jest się ze mną zadawać! - wplótł palce we włosy - Cholera nie wiesz jak bardzo chce z Tobą być ale nie mogę rozumiesz? - wpatrywał się we mnie ale nie miałam zamiaru się poddawać.
- Chcesz ze mną być?
- Chce
- Więc dlaczego nie możesz?
- Bo to nie jest bezpieczne. Rozumiesz?
- Nie rozumie
- Właśnie - odwrócił się i wyszedł przez okno. 
- Tchórz! - krzyknęłam za nim ale nie oczekiwałam tego co stało się chwilę po tym. Justin wrócił. Załapał moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie zachłannie. Oddałam pocałunek i zanim zorientowałam się przycisnął mnie lekko do ściany. Byłam zaskoczona ale jednocześnie szczęśliwa, że wrócił. Pocałunek z zachłannego stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak wciąż mnie całując przeniósł dłonie na moje uda i delikatnie je ściskając zmusił do podskoku. Owinęłam nogi wokół jego bioder i pocałowałam z pasją.
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie tchórzem - wyszeptał
- Jasne - ponowny pocałunek pełen pasji. Justin położył mnie na łóżku i przeniósł pocałunki na moją szyję. Odchyliłam trochę głowę ułatwiając mu dostęp.
- Nie boję się być z Tobą - powiedziałam pewnie
- A powinnaś - zassał mój czuły punkt a ja mimowolnie jęknęłam. Poczułam jak się uśmiechnął - Nie należę do bezpiecznych ludzi
- Nie interesuje mnie to
- Dlaczego? - uniósł się nade mną
- Ponieważ chce Ciebie i biorę pełen pakiet - nic nie odpowiedział tylko wkradł się na moje usta. Ten pocałunek był tak bardzo delikatny, że bałam się, że śnię a Justin uciekł przez to okno.


______________________________________________________________
Cześć skarby. x Tym razem nie przegięłam z czasem oczekiwania na kolejny rozdział? Mam nadzieję, że nie. Mam również nadzieję, że ten przypadnie wam do gustu. Moim zdaniem to najlepszy rozdział jaki napisałam. ;) 
Małe wyjaśnienie: tekst napisany pochyloną czcionką jest opisem snu Justina. 
Wiem, że może i jest trochę brutalny ale jest również częścią wyjaśniającą przeszłość Justina. Jeśli dobrze się wczytacie i przypomnicie sobie poprzedni rozdział dostaniecie wskazówkę do rozwikłania zagadki Megan. 

Chciałam podziękować za komentarze. Nawet nie macie pojęcia jak podnoszą na duchu a im jest ich więcej tym bardziej chce się pisać. ;) Dlatego komentujecie. Piszcie co myślicie o rozdziale ale tak szczerze. 

Kocham was - Pati x