20 czerwca 2014

Rozdział 10



Debora

Stałam przebierając nogami. Czy tylko ja się tak denerwuję? Minuty mijały mi niemiłosiernie długo. Dlaczego tak reaguję? Przecież Justin wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie mogę liczyć na nic więcej poza naszą współpracą. Nie żyjemy w filmie i nie mogę liczyć na happy end. Właśnie. Nie żyjemy w filmie a ja czuję się jakbym grała w jakimś kiepskim akcji. Rozejrzałam się ale nikt inny nie był tak zdenerwowany jak ja. Ludzie wydawali się być w euforii. Jak mogą widzieć rozrywkę w czymś tak niebezpiecznym?! Justinowi i innym grozi niebezpieczeństwo. Dobijał mnie fakt, że nie znałam trasy wyścigu. Nie miałam pojęcia jak długa ona jest i ile czasu potrzebują żeby wrócić na linię mety. Nogi miałam jak z waty a emocje targające mną sięgały zenitu.
- Ile czasu potrzebują żeby wrócić?
- Około 30 minut - gdy usłyszałam odpowiedź spojrzałam na Tay'a
- Ile już minęło?
- Ponad połowa - tym razem odezwała się Lora - Deb uspokój się. Justin wróci cały
- Skąd wiesz, że o niego się martwię? - wysyczałam pytanie chociaż nie chciałam być opryskliwa. Nie lubię tego co się teraz ze mną dzieje
- Po pierwsze nie znasz tu nikogo oprócz nas i jego - powiedziała spokojnie - Po drugie my stoimy tutaj z Tobą a Justin siedzi w samochodzie. Po trzecie widać, że lecicie na siebie ale żadne z was nie chce tego przyznać więc sorry Deb ale nie okłamiesz mnie - miałam coś powiedzieć ale nie wiedziałam co. Chciałam tylko żeby już wrócił. Kiedy będę wiedzieć, że jest bezpieczny będę mogła spokojnie złapać taksówkę i wrócić do domu. Mogłam posłuchać swojego wewnętrznego głosu i nie byłoby mnie teraz tutaj i nie zamartwiałabym się o chłopaka którego tak na prawdę nie znam i nic dla niego nie znaczę. Może i chciałabym żeby było inaczej i nasza znajomość się rozwinęła ale rzeczywistość jest zbyt brutalna. Potarłam twarz dłońmi mając nadzieję, że to pomoże mi opanować nerwy ale byłam w błędzie.

- Deb napij się - Tay podał mi butelkę wody a ja chętnie ją przyjęłam. Czułam suchość w gardle i rosnącą w nim gule. Chciałam pozbyć się tego uczucia. Upiłam kilka łyków i o dziwo podziałało
- Dziękuję - posłałam chłopakowi uśmiech
- Za chwilę powinien wrócić - powiedziała to tak spokojnie, że nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego oni wszyscy są tacy spokojni?! - Justin wie co robi. Jest w tym na prawdę dobry - czy on czyta mi w myślach?
- Co nie zmienia faktu, że ta rozrywka nie jest bezpieczna
- Masz rację ale jest opłacalna i Justin to kocha więc nie będziesz mogła zrobić nic co odciągnie go od tego
- Szkoda - wymamrotałam - Tay czy to aż tak widać, że ummmm...
- Lubisz go trochę bardziej? - chłopak dokończył za mnie
- Nie tak bym to nazwała - wywróciłam oczami
- Tak Deb. Widać to doskonale - zaśmiał się i w tym momencie usłyszałam ryk silników. Moja głowa automatycznie powędrowała w stronę skąd dźwięki dochodziły. Kiedy dostrzegłam światła samochodów przygryzłam wargę. Z jednej strony martwiłam się o Justina ale z drugiej chciałam żeby wygrał. Jeśli to ma sprawić, że zobaczę jego uśmiech to proszę... niech wygra ten pieprzony wyścig. Gdy samochody były coraz bliżej zamknęłam oczy i modliłam się o jego zwycięstwo. Sekundy mijały jakby były w zwolnionym tempie. Czułam jak cały tłum wstrzymuje oddech a maszyny przejeżdżają dokładnie obok nas. Zapanowała cisza by po chwili wszyscy skandowali Bizzle. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Justin wysiada z samochodu z wielkim uśmiechem na twarzy. Tak, wyglądał jak zwycięzca. Tłum pobiegł w jego stronę. Nie mogąc patrzeć na dziewczyny rzucające się na jego szyję wycofałam się w bezpieczną odległość. Wyciągnęłam telefon i chciałam zadzwonić po taksówkę ale zamarłam gdy usłyszałam syreny zwiastujące przybycie policji i radiowóz zmierzający w moją stronę.

Justin

Uczucie kiedy jako pierwszy docierasz na metę jest niesamowite. Dzisiaj nie delektowałem się tłumem cieszącym się moim zwycięstwem tylko szybko wysiadłem z samochodu. Widziałem Deborę tuż przed startem i nie będę kłamał - jej widok bardzo mnie ucieszył. Wiem, że nie powinno jej tu być. Nie powinna o tym wiedzieć ale jednak przyjechała za mną nawet po tym co powiedziałem jej na sali. Dzisiejszego wieczoru moim celem nie była wygrana ale jak najszybsze zobaczenie jej ponownie. Rozglądałem się w tłumie ale nie widziałem jej. Pewnie już wróciła do domu. Cierpliwie przyjmowałem gratulacje kiedy usłyszałem syreny.
- Pierdolona policja - zakląłem a tłum szybko się ulotnił. Już miałem odjechać kiedy dostrzegłem zdezorientowaną Deb i radiowóz które za chwile się zatrzyma i będzie jej powózką na komisariat. Przyjechała tu za mną więc nie mogłem do tego dopuścić. Sekundę później zatrzymałem się tuż przy niej.
- Wsiadaj
- Justin ale...
- Deb pakuj tyłek do pieprzonego samochodu - powiedziałem tonem nie znoszącym sprzeciwu. Poczułem ulgę kiedy się posłuchała. Nim zdarzyła zamknąć drzwi ruszyłem. Nie miałem czasu na takie pierdoły jeśli nie chciałem żebyśmy trafili do celi. Po pierwsze nie chciałem tam wracać po drugie Deb musi mieć czystą kartotekę żeby dostać się do szkoły. Znaczy dokładnie nie wiem czy tak jest ale tak mi się wydaje. Zaśmiałem się gdy mocowała się z pasem.
- Co Cię tak śmieszy? - zmrużyła oczy zadając mi pytanie
- Deb właśnie uciekamy przed policją a Ty zapinasz pasy - nie mogłem powstrzymać śmiechu
- Dupek
- Masz pieprzone szczęście, że teraz nie bardzo jak mam się zatrzymać i wykopać Cię z mojego samochodu - powiedziałem troch za ostro. Nie chciałem jej wystraszyć ale chyba właśnie taki efekt osiągnąłem. Nie odezwała się już a ja mogłem w spokoju skupić się na ucieczce. Rozpraszała mnie jej obecność ale cóż... Jestem odpowiedzialny za to żeby trafiła do domu a nie do celi. Mając okazję na zgubienie przysłowiowego ogona przyśpieszyłem i nie patrząc na czerwone światła w ostatniej chwili przejechałem przez skrzyżowanie. Myślałem, że dziewczyna zacznie krzyczeć ale ona siedziała wbita w fotel z zamkniętymi oczami. Jestem pewny, że się modliła. Otworzyła je dopiero kiedy zwolniłem.
- Odwiozę Cię do domu
- Nie! - wykrzyczała a ja spojrzałem na nią zdziwiony - znaczy proszę nie - powiedziała ciszej
- Okej - powiedziałem ostrożnie - więc gdzie mam cie zawieść
- A Ty gdzie jedziesz? - czułem jak na mnie patrzy
- Odreagowwać emocje
- Czyli na imprezę - znowu zrobiła to co tak cholernie na mnie działa
- Nie przygryzaj wargi - powiedziałem zachrypniętym głosem. Ona robi to w taki sposób, że ledwo powstrzymuje się żeby jej nie pocałować
- Przepraszam - zapiszczała a ja uśmiechnąłem się pod nosem
- Nie jadę na imprezę
- Mogę pojechać z Tobą? - nie odezwałem się myśląc nad odpowiedzią - proszę
- Dobra - powiedziałem pokonany

***

Zatrzymałem się przy moście i pomogłem jej wysiąść. Nie odezwała się od czasu kiedy zgodziłem się na jej towarzystwo. Nie miałem pojęcia czy to dobrze czy źle. Zaprowadziłem ją na moją ławkę. Usiedliśmy a między nami dalej panowała cisza. Postanowiłem, że jej nie przerwę. Miło było mieć ją obok kiedy po prostu była i nie dyskutowała ze mną. Lubiłem ją denerwować i wyprowadzać z równowagi. Jest urocza kiedy się złości, wydyma usta i marszy nos. Polubiłem też jej cichą stronę. Siedziałem i spoglądając na nią podziwiałem jej piękno. Usmiechnięta wpatrywała się w niebo.
- Często tu jesteś? - zapytała nie patrząc na mnie
- Praktycznie po każdym wyścigu - wzruszyłem ramionami - tutaj się wyciszam
- Piękne miejsce - byłem jej wdzięczy na to, że nie zadała pytania które pewnie chciała zadać - skłamałam z pocałunkiem - w końcu spojrzała na mnie
- Wiem - powiedziałem spokojnie - wiem, że chciałaś tego pocałunku tak samo jak ja go chciałem
- Chciałeś mnie pocałować? - wydawała się być zaskoczona 
- Teraz tez chcę to zrobić - nie wiem dlaczego to powiedziałem i dlaczego denerwowałem się jak smarkacz. Zazwyczaj jeśli chcę pocałować dziewczynę to po prostu to robię ale z Deborą jest inaczej. Debora jest inna. Wiem, że jest wyjątkowa i chciałbym żeby była moja ale nie mam prawa wciągać ją w mój porąbany świat. Nie mam prawa jej tego zrobić.
- Na prawdę? - zamrugała kilka razy jakby nie dowierzała
- Tak - chciałem powiedzieć, że nie ale nie mogłem. Nie chciałem sprawić jej przykrości i jakaś część mnie łudziła się, że mogę ją zdobyć i uczynić szczęśliwą u mojego boku. Miałem ochotę się spoliczkować ale nic nie poradzę na to, że kiedy jestem z nią czuję się tak dobrze, moje serce wali jak oszalałe a w brzuchu czuję pieprzone motyle. Kurwa! Zachowuje się jak baba. Jestem twardym facetem ale przy niej staję się zupełnie inny. Zanim ją poznałem nie zabrałabym dziewczyny która za chwile zostanie złapana przez policję i nie pokazał bym jej mojego azylu.
- Ja też chcę - wyszeptała ale ja usłyszałem to doskonale. Nie planując tego wstałem i po chwili przyciągnąłem ją do siebie
- Chcesz mnie pocałować? - zapytałem jedną ręką oplatając jej talię
- Tak - powiedziała patrząc mi w oczy. Przyłożyłem dłoń do jej policzka i nie czekając ani chwili dłużej pocałowałem ją. Jej miękkie usta sprawiły, że rozpływałem się pod ich dotykiem. Całowała mnie tak delikatnie jakby bała się, że za chwilę się rozpłynę.
- Może i będę samolubnym skurwielem ale zdobędę Cię - wyszeptałem i ponownie ją pocałowałem. Debora wtuliła się we mnie i oddała pocałunek. Świat wokół nas przestał istnieć. Nie słyszałem już nawet szumu rzeki. Istniałem tylko ja, ona, nasz pocałunek i bicie naszych serc.


***
Pewnie jesteście zaskoczeni, że tak szybko dodałam kolejny rozdział ale robię to bo:
a) zbyt długo czekaliście na poprzedni i już pewnie zapomnieliście, że istnieje takie ff jak B.U.R.N
b) pewnie czujecie się zaniedbani i myślicie, że mam was w głębokim poważaniu ale uwieżcie, że od czasu kiedy zmieniłam pracę nie potrafię się zorganizować
c) nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział (postaram się to zrobić jak naszybciej)

KOCHAM WAS - WASZA PATI XOXO

19 czerwca 2014

Rozdział 9


Debora


Skulona leżałam na łóżku w swoim pokoju i użalałam się nad sobą. Gdy tylko zamknęłam oczy widziałam jak tamten chłopak dotyka mnie w ten zły sposób. Wiedziałam, że upicie się na tej cholernej imprezie nie jest dobrym pomysłem ale nie miałam pojęcia, że to skończy się w ten sposób. Westchnęłam słysząc budzik. Jestem raczej osobą twardą, zawsze będę pamiętać o tym co się stało, unikać domówek i każdej imprezy jaka odbędzie się w tym mieście, kraju czy świecie ale jestem tu po to żeby dostać się do Juilliard School i mam zamiar to osiągnąć. Zostawiłam tatę samego w tym naszym małym miasteczku i nie zamierzam go zawieść. Już za trzy miesiące oficjalnie zostanę uczennicą tej elitarnej szkoły artystycznej. Z ciężkim sercem opuściłam ciepłe łóżko, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam pod prysznic.


***

Zirytowana przebrałam się i rozciągałam ciało. Justina jeszcze nie ma a to nasz pierwszy trening który miał odbyć się jakieś dwa dni temu ale musiałam z niego zrezygnować ponieważ mój partner miał inne plany. Czując, że ciało mam wystarczająco rozciągnięte związałam włosy w kucyka i na sucho odtwarzałam choreografię. Zerknęłam na zegarek i kiedy już miałam zbluzgać Justina w przestrzeń pomiędzy mną a lustrami chłopak w końcu się pojawił. Nie przeprosił, nie wyjaśnił co się stało tylko puścił muzykę i podszedł do mnie.
- Zaczynamy?
- A nie ma żadnego dzień dobry lub przepraszam za spóźnienie? - zapytałam unosząc brew
- Jak się czujesz? - wiedziałam dokładnie o co pyta ale nie chciałam o tym rozmawiać
- Justin słuchaj zapomnijmy o tamtym wieczorze. Ja nie chcę go pamiętać i o nim rozmawiać więc proszę Cię po prostu zapomnijmy i skupmy się na treningu
- O pocałunku też nie chcesz pamiętać? - zapytał patrząc w moje oczy a ja cholera... nie tego się spodziewałam. Szczerze to pocałunek jest jedynym momentem tego wieczoru który chcę pozostawić w pamięci ale on nie musi o tym wiedzieć
- Justin ja... - urwałam starając się dobrać odpowiednie słowa ale nie przychodziło mi do głowy nic sensownego - nie rozmawiajmy o tym. Nie chcę pamiętać tego wieczoru a ten pocałunek nie powinien mieć miejsca. Przepraszam, że to mówię i przepraszam jeśli czujesz się wykorzystany ponieważ nie chcę żebyś się tak czuł. Uratowałeś mnie i jestem Ci za to dozgonnie wdzięczna ale ta impreza i to co się tam stało jest najgorszym doświadczeniem w moim życiu i po prostu chcę to wymazać z pamięci raz na zawsze. Przyjechałam do Nowego Jorku z konkretnym celem i chcę się skupić na nim - powiedziałam szybko i obserwowałam milczącego chłopaka. Jego oczy straciły ciepło a wyraz twarzy nie był już taki wesoły i cwaniacki
- Jasne - musiałam wysilić słuch żeby go usłyszeć - więc Deb jak tylko dostaniesz się do szkoły nasze drogi się rozejdą a te treningi zostaną małym epizodem naszego życia. Będziemy widywać się tylko na nich. Nie znamy się poza salą
- Nie uważasz, że przesadzasz?
- Nie - odpowiedział szybko - albo zgadzasz się na moje warunki albo wychodzę z tej pieprzonej sali i szukaj sobie nowego partnera. Zastanów się bo w Twojej sytuacji raczej nie masz na to czasu - kurde! Dlaczego on mi to robi? Nie chcę widywać go tylko na sali. Miałam nadzieję, że może uda nam się zostać nawet przyjaciółmi. Nie liczyłam na nic więcej tylko cholerną przyjaźń. Opanowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Jeśli takie jest Twoje życzenie dobrze. Będziemy widywać się tylko na sali. Czy możemy już w końcu zacząć?
- Możemy

Trening przeleciał mi bardzo szybko. Justin już po kilku wskazówkach wiedział jak ma zatańczyć. Czułam dumę widząc w jakim ekspresowym tempie nauczył się wszystkiego. Jestem pewna, że gdyby chciał się uczyć się w Julliard'zie nie miałby najmniejszych problemów z dostaniem się do niego. Chłopak bez słowa opuścił salę co szczerze mówiąc zabolało mnie. Nie chciałam żeby traktował mnie w ten sposób. Okej, wiem że sama sobie na to zapracowałam ale bez przesady. Nie mogłam mu powiedzieć, że czekałam na ten pocałunek od momentu kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Z ciężkim sercem zebrałam swoje rzeczy i wyszłam przed budynek.
- Stary to nie jest zbyt bezpieczne
- Kurwa nie obchodzi mnie to... - do moich uszu dobiegł znajomy głos. Głos należał oczywiście do Justina. Podeszłam bliżej żebym mogła wszystko słyszeć. Na moje szczęście on i jego rozmówca stali za rogiem. Oparłam się o ścianę i wysiliłam słuch - ... wezmę w tym udział czy to Ci się podoba czy nie
- Justin zastanów się dwa razy. Jace jest wści....
- Nie obchodzi mnie ten skurwiel! - Justin podniósł głos a po moim ciele przebiegły nieprzyjemne ciarki.
- Justin ale...
- Nie ma ale Ronnie. Spotkamy się na miejscu - słyszałam jak ktoś się oddala.


Ostrożnie wyjrzałam zza budynku i zobaczyłam jak Justin idzie w stronę samochodu. W duchu podziękowałam siłą wyższym za zesłanie mi taksówki w odpowiednim momencie. Wsiadłam do niej i kazałam kierowcy jechać dokładnie za samochodem mojego partnera. Wiem, że nie powinnam tego robić i przeklinałam moją ciekawską naturę ale coś mi mówiło, że powinnam zobaczyć co się tam dzieje. Kierowca trzymał się w bezpiecznej odległości od samochodu Justina ale w takiej aby nie mógł stracić go z oczu. Mijały kolejne minuty a my mijaliśmy kolejne budynki. Czułam się coraz bardziej zdenerwowana. Ulice stawały się coraz mniej przyjemne dla oczu i pojawiło się na nich wielu podejrzanych typków. Gdybym w tym momencie oglądała jakiś horror lub coś w tym stylu kazałabym zawracać bohaterce. Zawsze chciało śmiać mi się z decyzji bohaterów podobnych filmów a ja robię dokładnie to samo. Coś mówi mi, że nie powinno mnie tu być i mam zawrócić do domu ale inna część mnie nie chce się na to zgodzić. Przegrana siedziałam cicho i starałam się uspokoić.
- Panienko ta dzielnic nie należy do najbezpieczniejszych - świetnie. Dziękuje Panu za dodatkowe straszenie mnie
- Widzę
- Mogę zawieść Panienkę do domu
- Nie - poderwałam się - niech Pan jedzie za tym samochodem - poprosiłam siląc się na uśmiech. Mężczyzna siedzący za kierownicą nie odezwał się więcej tylko spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem. Po raz tysięczny przeklęłam samą siebie ale nie miałam zamiaru zrezygnować. Kiedy Justin zwolnił taksówkarz zrobił dokładnie to samo. Zastanawiam się czy zorientował się, że ktoś go śledzi. Nagle oboje straciliśmy go z oczu. Gorączkowo rozglądałam się ale nigdzie go nie wdziałam.
- Niech się Pan zatrzyma! - krzyknęłam kiedy dostrzegłam tłum ludzi stojący po obu stronach jezdni.
- Poczekać tu na Panienkę?
- Nie trzeba - zapłaciłam i wysiadłam. Podeszłam do tłumu i zaczęłam się przez niego przeciskać. Ze strzępków rozmów docierających do moich uszu wywnioskowałam, że w grę wchodzą duże pieniądze a główny pojedynek rozegra się pomiędzy dwoma zawodnikami. Bizzle i King. Muszą to być pseudonimy tych zawodników. Modliłam się, żeby jednym z nich nie był Justin.

- Deb! - odwróciłam się słysząc swoje imię i ujrzałam Lorę i Taylora idących w moją stronę - co Ty tu robisz? - zapytał zdziwiony chłopak. Wiem, że nie pasuję do towarzystwa skąpo ubranych dziewczyn i ich facetów ale bez przesady
- Ja ummm... kim jest Bizzle i King? - zapytałam chcąc zmienić temat
- Odwiozę Cię do domu - Taylor powiedział zatroskanym głosem. Złapał mnie za rękę i chciał wyprowadzić z tłumu
- Nigdzie nie idę! - krzyknęłam i wyrwałam mu się zwracając na siebie uwagę kilku osób ale szczerze mówiąc miałam to gdzieś ponieważ usłyszałam głośny ryk silników. Przepychając się przez morze ludzi w końcu dotarłam na sam przód tłumu. Kiedy dostrzegłam samochód Justina stojący w rzędzie samochodów zamarłam. Poczułam strach. Bałam się o niego. Chłopak zauważył mnie, pokiwał głową, na chwilę spojrzał mi w oczy i wszystkie maszyny z piskiem opon ruszyły. Spojrzałam za nimi. Justin jechał trzeci i kiedy zniknęli za budynkiem miałam ochotę się rozpłakać...