Justin
Obudziłem się w ledwo oświetlonym, wilgotnym pomieszczeniu. Poruszyłem się nieznacznie i poczułem ból w lewym żebrze promieniejący na większość ciała. Opuszczona głowa była zbyt ciężka bym mógł ją podnieść.
- Gdzie ja jestem? - wymamrotałem a w odpowiedzi usłyszałem przerażający śmiech. Poruszyłem nogami i rękami. Zdziwiło mnie, że nie jestem przywiązany do krzesła na którym siedzę. Wciąż próbowałem podnieść głowę ale nie mogłem. Czułem jakby była z tytanu i ważyła tony.
- Bieber - ktoś kopnął mojego buta. Tak bardzo chciałem podnieść tą pieprzoną głowę ale ciało nie chciało ze mną współpracować. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie do czasu kiedy go nie dozna.
- Bieber! - ktoś krzyknął wprost do mojego ucha i łapiąc za włosy podniósł moją głowę. - Radzę Ci grzecznie otworzyć oczy - w głosie tego człowieka czuć było szyderczość. Chwilę mi zajęło zanim wykonałem jego polecenie. Wszytko miałem zamazane. Przede mną widziałem jakąś postać leżącą na podłodze ale nie mogłem rozpoznać kto to jest. Zamrugałem kilka razy i widoczność powoli wracała.
- Debora - wyszeptałem kiedy rozpoznałem dziewczynę leżącą na brudnym materacu. Miała skrępowane kończyny i zaklejone usta. W jej oczach widać było strach. Poczułem jak krew w żyłach mi zastyga. Co ona tu robi? Dlaczego ja tu jestem? Jak do cholery się tu znaleźliśmy? Te trzy pytania wciąż odtwarzały się w mojej głowie.
- Witamy stary - mężczyzna poklepał mnie po policzku. Już go gdzieś widziałem ale nie miałem pojęcia gdzie. Ta jego twarz. To spojrzenie i ten głos...
- Bruno - powiedziałem sam do siebie ale on musiał to usłyszeć. Posłał mi ten swój obleśny uśmiech. - Czego chcesz? - zapytałem patrząc mu w oczy.
- Zemsty
- Zemsty za co? - musieli mi coś podać. Czułem mrowienie na całym ciele. To wyjaśnia dlaczego nie trudzili się z przywiązaniem mnie do zasranego krzesła. Próbowałem sobie przypomnieć co działo się przed tym zanim obudziłem się w tym parszywym miejscu.
- Cóż odebrałeś mi to co miałem najcenniejsze
- Sama od Ciebie odeszła
- I związała się z Twoim bratem
- To był jej wybór - zaśmiałem się. Bruno był skurwielem i to nie moja wina, że Megan postanowiła go zostawić. Owszem, to ja poznałem ją z Jaxo ale do chuja pana to nie ja zmusiłem ją do założenia mu obrączki na palec.
- Gdybyś nie wszedł jej w drogę wciąż była by moja
- Wciąż byłaby Twoja gdybyś nie był takim skurwysynem - sprostowałem i w tym samym momencie poczułem cios wycelowany w moją szczeknę. Głowa ponownie mi opadła. Poczekałem aż ból stanie się znośny i podniosłem ją.
- Czego chcesz? - zapytałem ponownie
- Teraz ja zabiorę Ci coś co jest najcenniejsze dla Ciebie - obserwowałem jak podchodzi do materaca i siada obok Debory. Proszę tylko nie ona - Widzisz zemsta na Twoim bracie już nie jest możliwa sam wiesz dlaczego - posadził ją i zerwał taśmę z jej twarzy. Syknęła. - więc zemszczę się na innym Bieberze
- Ona nie ma z tym nic wspólnego - powiedziałem pewnym głosem i starałem się poruszyć ale kurwa nie mogłem
- Ma - zaśmiał się i pogłaskał jej policzek
- Justin - Debora wyłkała patrząc na mnie błagalnym głosem a ja tylko mogłem siedzieć. Skurwiel wyciągnął nóż i obracał go przyglądając się ostrzu - Justin - łzy spływały po policzkach dziewczyny
- Oboje wiemy, że nie - zwróciłem się do niego
- Jest dla Ciebie ważna więc ma - ostrzem przejechał po jej policzku a pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk. Czułem jak strach mnie ogarnia. Ten skurwiel jest zdolny do wszystkiego a ja siedzę na krześle z którego nie mogę się podnieść. Z rany dziewczyny sączyła się krew a ten idiota uśmiechał się do niej jakby nic się nie stało. Mam ochotę go zabić!
- Bruno słuchaj - spojrzał na mnie więc patrzyłem mu prosto w oczy - chcesz się zemścić. Okej. Wypuść dziewczynę i załatw to ze mną. Chcesz zemsty na Bieberze a nie niewinnych osobach.
- Kuszące ale to zaboli Cię najbardziej - natarł na jej usta swoimi. Debora próbowała odsunąć się od niego ale unieruchomił jej głowę swoimi obleśnymi dłońmi. Gotowałem się od środka i z jeszcze większą desperacją próbowałem wstać. Zanim zorientowałem się co się dzieje on przyciskał ją do materaca i dobierał się do jej spodni.
- Tylko nie to - pokiwałem głową - Debora! Zostaw ją! - krzyczałem ale to nic nie dawało a ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa.
- Justin! - wykrzyczała moje imię przez płacz kiedy przeniósł usta na jej szyję. - Justin! Justin! Justin!
- Debora!
- Justin!
- Gdzie ja jestem? - wymamrotałem a w odpowiedzi usłyszałem przerażający śmiech. Poruszyłem nogami i rękami. Zdziwiło mnie, że nie jestem przywiązany do krzesła na którym siedzę. Wciąż próbowałem podnieść głowę ale nie mogłem. Czułem jakby była z tytanu i ważyła tony.
- Bieber - ktoś kopnął mojego buta. Tak bardzo chciałem podnieść tą pieprzoną głowę ale ciało nie chciało ze mną współpracować. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie do czasu kiedy go nie dozna.
- Bieber! - ktoś krzyknął wprost do mojego ucha i łapiąc za włosy podniósł moją głowę. - Radzę Ci grzecznie otworzyć oczy - w głosie tego człowieka czuć było szyderczość. Chwilę mi zajęło zanim wykonałem jego polecenie. Wszytko miałem zamazane. Przede mną widziałem jakąś postać leżącą na podłodze ale nie mogłem rozpoznać kto to jest. Zamrugałem kilka razy i widoczność powoli wracała.
- Debora - wyszeptałem kiedy rozpoznałem dziewczynę leżącą na brudnym materacu. Miała skrępowane kończyny i zaklejone usta. W jej oczach widać było strach. Poczułem jak krew w żyłach mi zastyga. Co ona tu robi? Dlaczego ja tu jestem? Jak do cholery się tu znaleźliśmy? Te trzy pytania wciąż odtwarzały się w mojej głowie.
- Witamy stary - mężczyzna poklepał mnie po policzku. Już go gdzieś widziałem ale nie miałem pojęcia gdzie. Ta jego twarz. To spojrzenie i ten głos...
- Bruno - powiedziałem sam do siebie ale on musiał to usłyszeć. Posłał mi ten swój obleśny uśmiech. - Czego chcesz? - zapytałem patrząc mu w oczy.
- Zemsty
- Zemsty za co? - musieli mi coś podać. Czułem mrowienie na całym ciele. To wyjaśnia dlaczego nie trudzili się z przywiązaniem mnie do zasranego krzesła. Próbowałem sobie przypomnieć co działo się przed tym zanim obudziłem się w tym parszywym miejscu.
- Cóż odebrałeś mi to co miałem najcenniejsze
- Sama od Ciebie odeszła
- I związała się z Twoim bratem
- To był jej wybór - zaśmiałem się. Bruno był skurwielem i to nie moja wina, że Megan postanowiła go zostawić. Owszem, to ja poznałem ją z Jaxo ale do chuja pana to nie ja zmusiłem ją do założenia mu obrączki na palec.
- Gdybyś nie wszedł jej w drogę wciąż była by moja
- Wciąż byłaby Twoja gdybyś nie był takim skurwysynem - sprostowałem i w tym samym momencie poczułem cios wycelowany w moją szczeknę. Głowa ponownie mi opadła. Poczekałem aż ból stanie się znośny i podniosłem ją.
- Czego chcesz? - zapytałem ponownie
- Teraz ja zabiorę Ci coś co jest najcenniejsze dla Ciebie - obserwowałem jak podchodzi do materaca i siada obok Debory. Proszę tylko nie ona - Widzisz zemsta na Twoim bracie już nie jest możliwa sam wiesz dlaczego - posadził ją i zerwał taśmę z jej twarzy. Syknęła. - więc zemszczę się na innym Bieberze
- Ona nie ma z tym nic wspólnego - powiedziałem pewnym głosem i starałem się poruszyć ale kurwa nie mogłem
- Ma - zaśmiał się i pogłaskał jej policzek
- Justin - Debora wyłkała patrząc na mnie błagalnym głosem a ja tylko mogłem siedzieć. Skurwiel wyciągnął nóż i obracał go przyglądając się ostrzu - Justin - łzy spływały po policzkach dziewczyny
- Oboje wiemy, że nie - zwróciłem się do niego
- Jest dla Ciebie ważna więc ma - ostrzem przejechał po jej policzku a pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk. Czułem jak strach mnie ogarnia. Ten skurwiel jest zdolny do wszystkiego a ja siedzę na krześle z którego nie mogę się podnieść. Z rany dziewczyny sączyła się krew a ten idiota uśmiechał się do niej jakby nic się nie stało. Mam ochotę go zabić!
- Bruno słuchaj - spojrzał na mnie więc patrzyłem mu prosto w oczy - chcesz się zemścić. Okej. Wypuść dziewczynę i załatw to ze mną. Chcesz zemsty na Bieberze a nie niewinnych osobach.
- Kuszące ale to zaboli Cię najbardziej - natarł na jej usta swoimi. Debora próbowała odsunąć się od niego ale unieruchomił jej głowę swoimi obleśnymi dłońmi. Gotowałem się od środka i z jeszcze większą desperacją próbowałem wstać. Zanim zorientowałem się co się dzieje on przyciskał ją do materaca i dobierał się do jej spodni.
- Tylko nie to - pokiwałem głową - Debora! Zostaw ją! - krzyczałem ale to nic nie dawało a ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa.
- Justin! - wykrzyczała moje imię przez płacz kiedy przeniósł usta na jej szyję. - Justin! Justin! Justin!
- Debora!
- Justin!
Debora
- Justin! - krzyknęłam głośniej kiedy wciąż majaczył i nie chciał się budzić. - Justin! - dalej nic. Obudziłam się kiedy krzyczał. Teraz tylko majaczył i nie dało się go dobudzić. Byłam dosłownie przerażona. - Justin! - nie wiedząc co mając robić złapałam za jego ramiona i szarpnęłam nimi. Otworzył oczy i ujrzałam w nich przerażenie.
- Debora? - zapytał zachrypniętym głosem
- Już dobrze - pogłaskałam jego policzek - to był tylko sen - zamknął oczy i wstrzymał oddech. Poczułam, że za chwilę może nastąpić coś czego nie chcę. Tym razem to ja wstrzymałam oddech i czekałam na kolejny ruch chłopaka. Modliłam się, żeby spojrzał na mnie i poprosił żebym go pocałowała jednak pomyliłam się bardzo. Justin odciągnął moją dłoń od twarzy i wstał. Obserwowałam jak zakłada spodnie.
- Nie powinienem pozwolić żeby ta znajomość wyszła poza mury Rose
- Mówisz tak przez jakiś sen? - zapytałam z niedowierzaniem i również wstałam
- Ten sen może okazać się prawdą
- Jaki sen? - miałam wrażenie, że tym razem to ja śnię
- Nie mogę Ci powiedzieć - miał zamiar wyjść oknem a ja desperacko chciałam żeby został
- Nie ufasz mi - powiedziałam normalnym tonem. Zatrzymał się. - Po co była ta randka? Po co przyszedłeś tu w nocy? Dlaczego wciąż robisz ze mnie idiotkę? - spojrzał na mnie ale milczał - Dajesz mi sprzeczne sygnały. Od samego początku albo wyśmiewasz mnie albo dajesz do zrozumienia, że nie jestem Ci obojętna! Nienawidzę tego! Nienawidzę słyszysz?! - krzyczałam przez łzy
- Deb to nie tak - pokiwał głową - jeszcze na nikim nie zależało mi tak jak zależy na Tobie
- Kłamiesz!
- Nie kłamię - ja byłam coraz bardziej roztrzęsiona a on zachowywał stoicki spokój
- Kłamiesz! - wciąż krzyczałam - Gdybyś tego nie robił zostałbyś ze mną teraz i nie porzucał mnie przez jakiś głupi sen!
- Zrozum, że on może stać się rzeczywistością
- Gówno mnie to obchodzi rozumiesz? - podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Chciał odwrócić wzrok ale powstrzymałam do - Nie interesuje mnie jakiś pierdolony sen. Ubzdurałeś sobie coś w głowie i nie chcesz dać temu szansy. Od samego początku nie chciałeś jej dać a teraz potrzebujesz głupiej wymówki i okazał się nią być jakiś tam sen - pokiwałam głową
- Przestań
- Bo co?
- Bo nie masz pojęcia o czy mówisz! - w końcu wybuchł. Pokazał jakieś odczucie. - Nie znasz mnie! Nie wiesz kim jestem! Nie wiesz jak niebezpiecznie jest się ze mną zadawać! - wplótł palce we włosy - Cholera nie wiesz jak bardzo chce z Tobą być ale nie mogę rozumiesz? - wpatrywał się we mnie ale nie miałam zamiaru się poddawać.
- Chcesz ze mną być?
- Chce
- Więc dlaczego nie możesz?
- Bo to nie jest bezpieczne. Rozumiesz?
- Nie rozumie
- Właśnie - odwrócił się i wyszedł przez okno.
- Tchórz! - krzyknęłam za nim ale nie oczekiwałam tego co stało się chwilę po tym. Justin wrócił. Załapał moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie zachłannie. Oddałam pocałunek i zanim zorientowałam się przycisnął mnie lekko do ściany. Byłam zaskoczona ale jednocześnie szczęśliwa, że wrócił. Pocałunek z zachłannego stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak wciąż mnie całując przeniósł dłonie na moje uda i delikatnie je ściskając zmusił do podskoku. Owinęłam nogi wokół jego bioder i pocałowałam z pasją.
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie tchórzem - wyszeptał
- Jasne - ponowny pocałunek pełen pasji. Justin położył mnie na łóżku i przeniósł pocałunki na moją szyję. Odchyliłam trochę głowę ułatwiając mu dostęp.
- Nie boję się być z Tobą - powiedziałam pewnie
- A powinnaś - zassał mój czuły punkt a ja mimowolnie jęknęłam. Poczułam jak się uśmiechnął - Nie należę do bezpiecznych ludzi
- Nie interesuje mnie to
- Dlaczego? - uniósł się nade mną
- Ponieważ chce Ciebie i biorę pełen pakiet - nic nie odpowiedział tylko wkradł się na moje usta. Ten pocałunek był tak bardzo delikatny, że bałam się, że śnię a Justin uciekł przez to okno.
______________________________________________________________
Cześć skarby. x Tym razem nie przegięłam z czasem oczekiwania na kolejny rozdział? Mam nadzieję, że nie. Mam również nadzieję, że ten przypadnie wam do gustu. Moim zdaniem to najlepszy rozdział jaki napisałam. ;)
Małe wyjaśnienie: tekst napisany pochyloną czcionką jest opisem snu Justina.
Wiem, że może i jest trochę brutalny ale jest również częścią wyjaśniającą przeszłość Justina. Jeśli dobrze się wczytacie i przypomnicie sobie poprzedni rozdział dostaniecie wskazówkę do rozwikłania zagadki Megan.
Chciałam podziękować za komentarze. Nawet nie macie pojęcia jak podnoszą na duchu a im jest ich więcej tym bardziej chce się pisać. ;) Dlatego komentujecie. Piszcie co myślicie o rozdziale ale tak szczerze.
Kocham was - Pati x
czyli Megan była z bratem Justina? co z bratem Justina? dlaczego Justin ostatnio dawał pieniadze Megan? kim jest Tommy? <- widzisz te pytania? sen wcale nie dał wskazówki
OdpowiedzUsuńkońcówka >>>>>>>>>>
kiedy mniejwiecej mozemy spodziewac sie kolejnego rozdziału?
Ooojej <3 tak baardzo kochany ten roz <3 najlepsza blogerka ever!!!! ;*
OdpowiedzUsuńBoże ta końcówka! *.*
OdpowiedzUsuńKiedy next?
Meega!!
OdpowiedzUsuńSliczny, *
OdpowiedzUsuń