29 sierpnia 2014

Rozdział 14

Debora

Justin tak jak obiecał zabrał mnie na śniadanie. Cały czas, po wydarzeniach mających miejsce chwilę po naszym obudzeniu się był dziwnie milczący. Chciałam żeby wyjaśnił mi dlaczego uważa, że być z nim i przy nim jest dla mnie niebezpieczne ale nie chciałam na niego naciskać więc odpuściłam. Powiedział, że chce ze mną być co nie zmienia faktu, że tworzymy parę na parkiecie a nasza znajomość dopiero raczkuje więc nie mam nawet prawa domagać się wyjaśnień. Jeśli będzie chciał mi powiedzieć to powie a ja muszę się z tym pogodzić. Po śniadaniu odwiózł mnie do pracy. Całą drogę milczeliśmy. Nie przeszkadzało mi to. Wydawało mi się, że to nawet lepiej. Nie chciałam powiedzieć czegoś co sprowokuje kłótnię. W zamian za rozmowę pozwoliłam sobie na oficjalne obserwowanie go. Cieszyła mnie świadomość, że już nie muszę tego ukrywać. Starałam doszukać się chociaż malutkiej wady w jego wyglądzie ale nie znalazłam nic. W sumie to było trochę przerażające. Gdybym zauważyła chociaż jedną niedoskonałość nie zastanawiałbym się tak często czy nie jest on tylko wytworem mojej wyobraźni. Często wydaje mi się, że jest za idealny by mógł być prawdziwy. Jest za piękny żeby mógł się zainteresować taką dziewczyną jak ja.
- Odbiorę Cię po pracy i pojedziemy prosto na salę - powiedział zerkając na mnie
- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo i wysiadłam. Nie znosiłam kiedy ton jego głosu był taki zimny. Rozumiem, że ten sen sprawił, że ma jakieś obawy ale to do cholery nie było moją winą. Złość uderzyła we mnie nagle i miałam ochotę wrócić do samochodu, nawrzeszczeć na niego ale nie. Po pierwsze wyrzuty sumienia męczyłyby mnie do końca życia i po drugie to bardzo zły pomysł. Szłam przed siebie skupiona na drzwiach wejściowych do sklepu gdy nagle poczułam ręce oplatające się wokół mojej talii. Doskonale wiedziałam kto to.
- Skarbie - wyszeptał mi do ucha a w moim żołądku rozszalało się stado motyli
- Co? - burknęłam
- Nie dostałem pożegnalnego buziaka - zachichotałam. Justin rozluźnił trochę uścisk pozwalając mi tym samym odwrócić się w jego stronę.
- Wiesz, że często jesteś dupkiem? - zapytałam zaplatając dłonie na jego karku
- Ale sama powiedziałaś, że bierzesz pełny pakiet - uśmiechnął się i wkradł ustami na moje. Automatycznie oddałam pocałunek.
- Bo biorę - wymamrotałam próbując unormować oddech.
- Do zobaczenia - cmokną mój policzek i poszedł do samochodu. Obserwowałam go przez chwilę i gdy zniknął z pola widzenia weszłam do sklepu.

Justin

Dojechałem na miejsce w kilka minut. Chłopcy też już byli. Posiedziałem chwilę w samochodzie starając się oczyścić umysł. Teraz musiałem skupić się na pracy ale nie mogłem odgonić od siebie tego pieprzonego snu. Jak dla mnie jest on ostrzeżeniem. Chciałem wyjść z jej pokoju i nigdy tam nie wracać ale nie mogę. Debora weszła pod moją skórę, do mego umysłu a ja nie mogę jej z niego wyrzucić. Wiem, że nie jestem w porządku ale potrzebuje jej. Cholernie bardzo jej potrzebuje. Ona daje mi trochę normalności w świecie w którym żyję. Sam go wybrałem ale to ona wybrała mnie a ja chcę dać jej całego siebie. Z zamyślenia wyrwało mnie stukanie w szybę. Spojrzałem w tamtą stronę. Zobaczyłem zniecierpliwionego Tay'a. Zrezygnowały wysiadłem.
- Justin co się dzieje?
- Nic - wzruszyłem ramionami - skupmy się teraz na robocie - wiem, że się martwi ale najpierw muszę poukładać sobie wszystko w głowie żebym mógł porozmawiać z nim. To dziwne bo jeszcze kilka tygodni temu to on zwierzał mi się z problemów z dziewczynami a teraz to ja miałem ochotę zwierzać się mu. To nie było w moim stylu tak samo jak posiadanie dziewczyn u mojego boku dłużej niż kilka dni. Debora obudziła we mnie coś co moim zdaniem już dawno umarło. Ruszyłem przodem i po chwili siedziałem przy stole. Przywitałem się ze wszystkimi i cierpliwe czekałem na osobę która rozdzieli zadania. Czas dłużył się niemiłosiernie a ja chciałem mieć to spotkanie już za sobą. Tay zajął miejsce tuż obok mnie. Również milczał. Kiedy przyjeżdżamy w to miejsce zawsze milczymy. Ktoś obserwujący nas z boku pomyślałby, że musimy być dziwakami i szczerze mówiąc nie pomyliby się ani trochę. Każdy z chłopaków siedzących przy tym stole jest dziwny i szalony jednocześnie. Każdy z nach chciałby cofnąć czas i nie wchodzić w to gówno ale teraz to nie jest możliwe. Każdy z nas prowadzi podwójne życie i każdy z nas miał inne powody by w to wejść. Usłyszałem dźwięk dochodzący zza drzwi garażu.
- Przyjechał - odezwał się Zack. On z nas wszystkich był najbliżej ze starym ale nie możemy nazwać go jego prawą ręką. Był raczej najbardziej zaufanym chłopczykiem na posyłki. Każdy z nas nim był ale to właśnie Zack informował nas o każdym spotkaniu i wykonywał najgorszą robotę. Chłopcy mu zazdrościli ale nie ja. Nie chciałem robić tego co on. Wystarczyło mi już to gówno które mam. Rosły mężczyzna wszedł w końcu do środka. W duchu biłem mu brawo. Dzisiaj spóźnił się tylko kilka minut. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Wyglądał trochę inaczej niż zwykle a na twarzy malował mu się jeszcze bardziej obleśny uśmiech niż ten który widziałem ostatnim razem. Usiadł przy stole i bez owijania w bawełnę przeszedł do rzeczy. Każdemu z osobna rozdawał towar i przydzielał zadania. Zmarszczyłem brwi kiedy mnie ominął. To nie wróżyło nic dobrego. Swoje zadania zawsze wykonywałem solidnie więc nie rozumiałem o co chodzi.
- Wszyscy już wiedząc co mają robić? - zapytał skanując nas wzrokiem. Chłopcy zgodnie pokiwali głowami. - Więc wszyscy oprócz Biebera mogą iść - spojrzał na mnie. Czułem jak gula rośnie mi w gardle. Nie byłem bojaźliwym facetem ale on mnie przerażał. Wszyscy obecni szybko wykonali jego polecenie.
- Zajebiście - wymamrotałem sam do siebie. Nie miałem ochoty zostawać z nim sam na sam.
- Jestem zadowolony z Twojej pracy - powiedział kiedy wszyscy już wyszli
- Dzięki - odpowiedziałem
- Dlatego mam dla Ciebie nowy rodzaj pracy - spojrzałem na niego zdziwiony - oczywiście też lepiej płatnej ale również bardziej niebezpiecznej - uśmiechnął się - jestem pewny, że dasz sobie rade - podsunął mi teczkę. Otworzyłem ją i przeglądałem znajdujące się w niej papiery.
- Nie mogę tego zrobić - pokiwałem głową i wstałem - nie jestem taki
- Oczywiście, że to zrobisz - podsunął mi zdjęcie - bo zależy Ci na niej - moje serce zamarło kiedy na nim zobaczyłem Deborę wchodzącą do Rosa
- Jesteś chory - wysyczałem - nie mieszaj jej w to
- Sam ją wmieszałeś Bieber - wstał i podszedł do niej - masz trzy miesiące - poklepał mnie po policzku i wyszedł. Pieprzony skurwiel! Spojrzałem na teczkę i utkwiłem w niej wzrok.

***

- Hej - Deb podbiegła do mnie z uśmiechem 
- Hej - musnąłem jej usta - gotowa na trening? - pokiwała głową i przebrała się. Nie odebrałem jej z pracy ponieważ musiałem załatwić kilka spraw. Obserwowałem ją zastanawiając się jak długo uda mi się ukryć kim tak naprawdę jestem. Od samego początku powtarzam sobie, że nie mam prawa jej tego robić ale jestem zbyt samolubny by dać jej spokój. Kiedy już się przebrała zaczęliśmy ale ja nie mogłem się skupić. Cały czas myślałem o tej zasranej teczce. Dlaczego ten skurwiel musiał mi to zrobić?! 
- Justin co się dzieje? - Deb zapytała delikatnie kiedy tysięczny raz pomyliłem kroki. 
- Nic - wzruszyłem ramionami i usiadłem na parkiecie. Oparłem się o ściane, zamknąłem oczy i wyprostowałem nogi. Siedziałem tak do czasu kiedy nie poczułem jak ktoś  na nich siada. Podniosłem powieki i ujrzałem piękną twarz dziewczyny której powinienem dać spokój.
- Jesteś pewny, że nic? - wplątała palce w moje włosy i bawiła się nimi delikatnie. 
- Tak - posłałem jej uśmiech.
- Jesteś cały spięty - stwierdziła zostawiając pocałunki na moim ramieniu. Cholera! Ta dziewczyna nawet nie wie jak bardzo mnie nakręca - ale myślę, że mogę coś na to poradzić - powiedziała w mą szyję i zassała mój czuły punkt
- Tak? - zajęczałem mimowolnie
- Tak - wkradła się na moje usta i pocałowała zachłannie. Nie czekałem długo i oddałem jej pocałunek. Stawał się on coraz bardziej namiętny a mnie korciło żeby pozbyć się jej ciuchów i pieprzyć się z nią tutaj. Złapałem za końcówki jej koszulki i spojrzałem na nią.
- Nie krępuj się - powiedziała patrząc mi w oczy
- Jesteś pewna?
- Tak - przygryzła wargę i podniosła ręce do góry. Ściągnąłem z niej materiał. Widziałem jaka jest zagubiona i to dodało jej uroku
- Nie bój się - wyszeptałem w jej usta
- Przy Tobie się nie boje - pocałowała mnie. Nie powinienem tego teraz robić ale tak bardzo potrzebowałem jej bliskości. Potrzebowałem jej całej. Już zawsze będę jej potrzebował.



-----------------------------------------------------------------------------------------
I mamy nowy rozdział! ;) Mam nadzieję, że umili wam te ostatnie dni wakacji.
Chciałam bardzo podziękować za każdy komentarz każdemu z osobna.
I jak wam się podoba? Opisujcie wszystko w komentarzach (które swoją drogą bardzo motywują).

Do zobaczenia następnym razem. Pati xo

16 sierpnia 2014

Rozdział 13


Justin

Obudziłem się w ledwo oświetlonym, wilgotnym pomieszczeniu. Poruszyłem się nieznacznie i poczułem ból w lewym żebrze promieniejący na większość ciała. Opuszczona głowa była zbyt ciężka bym mógł ją podnieść. 
- Gdzie ja jestem? - wymamrotałem a w odpowiedzi usłyszałem przerażający śmiech. Poruszyłem nogami i rękami. Zdziwiło mnie, że nie jestem przywiązany do krzesła na którym siedzę. Wciąż próbowałem podnieść głowę ale nie mogłem. Czułem jakby była z tytanu i ważyła tony.
- Bieber - ktoś kopnął mojego buta. Tak bardzo chciałem podnieść tą pieprzoną głowę ale ciało nie chciało ze mną współpracować. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie do czasu kiedy go nie dozna. 
- Bieber! - ktoś krzyknął wprost do mojego ucha i łapiąc za włosy podniósł moją głowę. - Radzę  Ci grzecznie otworzyć oczy - w głosie tego człowieka czuć było szyderczość. Chwilę mi zajęło zanim wykonałem jego polecenie. Wszytko miałem zamazane. Przede mną widziałem jakąś postać leżącą na podłodze ale nie mogłem rozpoznać kto to jest. Zamrugałem kilka razy i widoczność powoli wracała. 
- Debora - wyszeptałem kiedy rozpoznałem dziewczynę leżącą na brudnym materacu. Miała skrępowane kończyny i zaklejone usta. W jej oczach widać było strach. Poczułem jak krew w żyłach mi zastyga. Co ona tu robi? Dlaczego ja tu jestem? Jak do cholery się tu znaleźliśmy? Te trzy pytania wciąż odtwarzały się w mojej głowie. 
- Witamy stary - mężczyzna poklepał mnie po policzku. Już go gdzieś widziałem ale nie miałem pojęcia gdzie. Ta jego twarz. To spojrzenie i ten głos...
- Bruno - powiedziałem sam do siebie ale on musiał to usłyszeć. Posłał mi ten swój obleśny uśmiech. - Czego chcesz? - zapytałem patrząc mu w oczy.
- Zemsty
- Zemsty za co? - musieli mi coś podać. Czułem mrowienie na całym ciele. To wyjaśnia dlaczego nie trudzili się z przywiązaniem mnie do zasranego krzesła. Próbowałem sobie przypomnieć co działo się przed tym zanim obudziłem się w tym parszywym miejscu. 
- Cóż odebrałeś mi to co miałem najcenniejsze
- Sama od Ciebie odeszła
- I związała się z Twoim bratem
- To był jej wybór - zaśmiałem się. Bruno był skurwielem i to nie moja wina, że Megan postanowiła go zostawić. Owszem, to ja poznałem ją z Jaxo ale do chuja pana to nie ja zmusiłem ją do założenia mu obrączki na palec. 
- Gdybyś nie wszedł jej w drogę wciąż była by moja
- Wciąż byłaby Twoja gdybyś nie był takim skurwysynem - sprostowałem i w tym samym momencie poczułem cios wycelowany w moją szczeknę. Głowa ponownie mi opadła. Poczekałem aż ból stanie się znośny i podniosłem ją.
- Czego chcesz? - zapytałem ponownie
- Teraz ja zabiorę Ci coś co jest najcenniejsze dla Ciebie - obserwowałem jak podchodzi do materaca i siada obok Debory. Proszę tylko nie ona - Widzisz zemsta na Twoim bracie już nie jest możliwa sam wiesz dlaczego - posadził ją i zerwał taśmę z jej twarzy. Syknęła. - więc zemszczę się na innym Bieberze
- Ona nie ma z tym nic wspólnego - powiedziałem pewnym głosem i starałem się poruszyć ale kurwa nie mogłem
- Ma - zaśmiał się i pogłaskał jej policzek 
- Justin - Debora wyłkała patrząc na mnie błagalnym głosem a ja tylko mogłem siedzieć. Skurwiel wyciągnął nóż i obracał go przyglądając się ostrzu - Justin - łzy spływały po policzkach dziewczyny
- Oboje wiemy, że nie - zwróciłem się do niego
- Jest dla Ciebie ważna więc ma - ostrzem przejechał po jej policzku a pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk. Czułem jak strach mnie ogarnia. Ten skurwiel jest zdolny do wszystkiego a ja siedzę na krześle z którego nie mogę się podnieść. Z rany dziewczyny sączyła się krew a ten idiota uśmiechał się do niej jakby nic się nie stało. Mam ochotę go zabić!
- Bruno słuchaj - spojrzał na mnie więc patrzyłem mu prosto w oczy - chcesz się zemścić. Okej. Wypuść dziewczynę i załatw to ze mną. Chcesz zemsty na Bieberze a nie niewinnych osobach. 
- Kuszące ale to zaboli Cię najbardziej - natarł na jej usta swoimi. Debora próbowała odsunąć się od niego ale unieruchomił jej głowę swoimi obleśnymi dłońmi. Gotowałem się od środka i z jeszcze większą desperacją próbowałem wstać. Zanim zorientowałem się co się dzieje on przyciskał ją do materaca i dobierał się do jej spodni.
- Tylko nie to - pokiwałem głową - Debora! Zostaw ją! - krzyczałem ale to nic nie dawało a ciało wciąż odmawiało posłuszeństwa. 
- Justin! - wykrzyczała moje imię przez płacz kiedy przeniósł usta na jej szyję. - Justin! Justin! Justin!
- Debora!
- Justin!


Debora

- Justin! - krzyknęłam głośniej kiedy wciąż majaczył i nie chciał się budzić. - Justin! - dalej nic. Obudziłam się kiedy krzyczał. Teraz tylko majaczył i nie dało się go dobudzić. Byłam dosłownie przerażona. - Justin! - nie wiedząc co mając robić złapałam za jego ramiona i szarpnęłam nimi. Otworzył oczy i ujrzałam w nich przerażenie.
- Debora? - zapytał zachrypniętym głosem
- Już dobrze - pogłaskałam jego policzek - to był tylko sen - zamknął oczy i wstrzymał oddech. Poczułam, że za chwilę może nastąpić coś czego nie chcę. Tym razem to ja wstrzymałam oddech i czekałam na kolejny ruch chłopaka. Modliłam się, żeby spojrzał na mnie i poprosił żebym go pocałowała jednak pomyliłam się bardzo. Justin odciągnął moją dłoń od twarzy i wstał. Obserwowałam jak zakłada spodnie.
- Nie powinienem pozwolić żeby ta znajomość wyszła poza mury Rose
- Mówisz tak przez jakiś sen? - zapytałam z niedowierzaniem i również wstałam
- Ten sen może okazać się prawdą
- Jaki sen? - miałam wrażenie, że tym razem to ja śnię
- Nie mogę Ci powiedzieć - miał zamiar wyjść oknem a ja desperacko chciałam żeby został
- Nie ufasz mi - powiedziałam normalnym tonem. Zatrzymał się. - Po co była ta randka? Po co przyszedłeś tu w nocy? Dlaczego wciąż robisz ze mnie idiotkę? - spojrzał na mnie ale milczał - Dajesz mi sprzeczne sygnały. Od samego początku albo wyśmiewasz mnie albo dajesz do zrozumienia, że nie jestem Ci obojętna! Nienawidzę tego! Nienawidzę słyszysz?! - krzyczałam przez łzy
- Deb to nie tak - pokiwał głową - jeszcze na nikim nie zależało mi tak jak zależy na Tobie
- Kłamiesz!
- Nie kłamię - ja byłam coraz bardziej roztrzęsiona a on zachowywał stoicki spokój 
- Kłamiesz! - wciąż krzyczałam - Gdybyś tego nie robił zostałbyś ze mną teraz i nie porzucał mnie przez jakiś głupi sen!
- Zrozum, że on może stać się rzeczywistością
- Gówno mnie to obchodzi rozumiesz? - podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy. Chciał odwrócić wzrok ale powstrzymałam do - Nie interesuje mnie jakiś pierdolony sen. Ubzdurałeś sobie coś w głowie i nie chcesz dać temu szansy. Od samego początku nie chciałeś jej dać a teraz potrzebujesz głupiej wymówki i okazał się nią być jakiś tam sen - pokiwałam głową
- Przestań
- Bo co?
- Bo nie masz pojęcia o czy mówisz! - w końcu wybuchł. Pokazał jakieś odczucie. - Nie znasz mnie! Nie wiesz kim jestem! Nie wiesz jak niebezpiecznie jest się ze mną zadawać! - wplótł palce we włosy - Cholera nie wiesz jak bardzo chce z Tobą być ale nie mogę rozumiesz? - wpatrywał się we mnie ale nie miałam zamiaru się poddawać.
- Chcesz ze mną być?
- Chce
- Więc dlaczego nie możesz?
- Bo to nie jest bezpieczne. Rozumiesz?
- Nie rozumie
- Właśnie - odwrócił się i wyszedł przez okno. 
- Tchórz! - krzyknęłam za nim ale nie oczekiwałam tego co stało się chwilę po tym. Justin wrócił. Załapał moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie zachłannie. Oddałam pocałunek i zanim zorientowałam się przycisnął mnie lekko do ściany. Byłam zaskoczona ale jednocześnie szczęśliwa, że wrócił. Pocałunek z zachłannego stawał się coraz bardziej namiętny. Chłopak wciąż mnie całując przeniósł dłonie na moje uda i delikatnie je ściskając zmusił do podskoku. Owinęłam nogi wokół jego bioder i pocałowałam z pasją.
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie tchórzem - wyszeptał
- Jasne - ponowny pocałunek pełen pasji. Justin położył mnie na łóżku i przeniósł pocałunki na moją szyję. Odchyliłam trochę głowę ułatwiając mu dostęp.
- Nie boję się być z Tobą - powiedziałam pewnie
- A powinnaś - zassał mój czuły punkt a ja mimowolnie jęknęłam. Poczułam jak się uśmiechnął - Nie należę do bezpiecznych ludzi
- Nie interesuje mnie to
- Dlaczego? - uniósł się nade mną
- Ponieważ chce Ciebie i biorę pełen pakiet - nic nie odpowiedział tylko wkradł się na moje usta. Ten pocałunek był tak bardzo delikatny, że bałam się, że śnię a Justin uciekł przez to okno.


______________________________________________________________
Cześć skarby. x Tym razem nie przegięłam z czasem oczekiwania na kolejny rozdział? Mam nadzieję, że nie. Mam również nadzieję, że ten przypadnie wam do gustu. Moim zdaniem to najlepszy rozdział jaki napisałam. ;) 
Małe wyjaśnienie: tekst napisany pochyloną czcionką jest opisem snu Justina. 
Wiem, że może i jest trochę brutalny ale jest również częścią wyjaśniającą przeszłość Justina. Jeśli dobrze się wczytacie i przypomnicie sobie poprzedni rozdział dostaniecie wskazówkę do rozwikłania zagadki Megan. 

Chciałam podziękować za komentarze. Nawet nie macie pojęcia jak podnoszą na duchu a im jest ich więcej tym bardziej chce się pisać. ;) Dlatego komentujecie. Piszcie co myślicie o rozdziale ale tak szczerze. 

Kocham was - Pati x

2 sierpnia 2014

Rozdział 12


Wchodząc do mieszkania starałam się być cicho i na prawdę udało mi się. Na palach skradałam się do swojego pokoju gdy nagle ktoś złapał mnie za ramię. Serce mi stanęło a z ust wydobył się krzyk.
- Deb to ja - Nick powiedział rozbawiony a ja miałam ochotę go zabić. Wyobraziłam sobie jak ćwiartuję jego ciało na kawałki, polewam jakimś kwasem i z satysfakcją na to wszystko patrzę
- Oszalałeś?! - wykrzyczałam odwracając się w jego stronę - Chcesz wysłać mnie na tamten świat? I do cholery dlaczego nie zapalisz światła?! - zmrużyłam oczy i odnajdując włącznik sama je oświeciłam. Na jego twarzy widniał ten cholernie irytujący uśmieszek.
- Gdzie i z kim byłaś? - wywróciłam oczami. Kim on jest? Moim ojcem? Nie wydaje mi się żebym musiała mu się tłumaczyć z czego kolwiek
- To nie jest Twoja sprawa - ruszyłam w stronę swojego pokoju. Wiedziałam, że ten kretyn pójdzie za mną ale w sumie nie miałam z tym problemu. Tak na prawdę chciałam opowiedzieć mu jak wspaniale spędziłam wieczór z uroczym mężczyzną który do tej pory wydawał mi się mega dupkiem. Przekraczając próg spojrzałam w stronę okna ale zostało już zamknięte. W sumie mogliśmy z Justinem skorzystać z normalnego wyjścia ale czułam się jakbym wymykała się z chłopakiem którego nie akceptują rodzice na schadzkę. Nie chciałam psuć magicznej chwili. Położyłam się na łóżku i czekałam aż mój przyjaciel zajmie miejsce obok mnie. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Szczęście jakie wypełniło mnie od środka było niesamowitym uczuciem.
- Więc? - chłopak zapytał kładąc się obok mnie
- Więc co? - spojrzałam na niego
- Deb przestań mnie torturować i opowiadaj. Wyszłaś z kimś przez okno i nawet nie waż się zaprzeczać bo słyszałem
- Skoro słyszałeś to pewnie wiesz z kim byłam - postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Zemsta za prawie udaną próbę doprowadzenia mnie do zawału - zresztą już Ci powiedziałam, że to nie Twoja sprawa
- Dziewczyno nawet mnie nie denerwuj. Nawet nie wiesz jak bardzo się o Ciebie martwiłem - ton Nick'a był poważny a mnie powoli dopadały wyrzuty sumienia. Mogłam napisać mu chociaż głupią wiadomość - Bałem się, że zostałaś porwana lub coś w tym stylu ale jak widać po Twoim głupkowatym uśmieszku bawiłaś się świetnie
- Nick przepraszam - przytuliłam się do niego - powinnam była dać Ci znać, że jestem cała
- Zostało wybaczone a teraz opowiadaj
- Już wybaczone? - uniosłam brew - i nie stawiasz żadnych warunków typu przez tydzień robisz śniadania lub sprzątasz mój pokój?
- Nie ponieważ ciekawość zżera mnie od środka - powiedział rozbawiony a ja wywróciłam oczami
- Wiesz, że czasem jesteś gorszy niż stado dziewczyn?
- Taaa a teraz w końcu łaskawie zacznij opowiadać
- Więc... - urwałam na moment żeby wprowadzić napięcie. Mina chłopaka była bezcenna - Więc byłam z Justinem
- Wiedziałem - klasnął dłońmi a ja wybuchłam śmiechem
- Jak wiedziałeś to po co pytałeś?
- Wolałem się upewnić - wzruszył ramionami - a teraz opowiadaj wszystko od początku do końca - no i opowiadałam. Jeszcze nigdy w życiu chłopak tak uważnie mnie nie słuchał. Z każdym kolejnym słowem wciągał się w opowieść coraz bardziej. Nawet zaproponowałam mu popcorn ale to był mój błąd. Dostałam opierdziel bo przerwałam. Kiedy skończyłam milczał. Wiedziałam, że zastanawia się co ma powiedzieć ale chce tak dobrać słowa żeby nie były zbyt brutalne lub kolorowe. Nie wiem dlaczego zawsze obchodził się ze mną jak z jajkiem ale w gruncie rzeczy byłam mu za to wdzięczna. Wiedziałam, że nigdy nie pozwoli zrobić mi krzywdy.
- Debora to wszystko jest piękne ale ja wciąż pamiętam jakim strasznym dupkiem Justin był więc proszę Cię uważaj dobrze? Nie chcę żeby złamał Ci serce - nie wiedziałam co mam odpowiedzieć więc milczałam. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że zacznie mi dogryzać i cieszyć się razem ze mną ale nie. Musiał powiedzieć coś co dało mi do myślenia. - Pooglądasz ze mną telewizję? Jakąś komedię czy coś?
- Jasne - posłałam mu słaby uśmiech i wyszłam za nim do salonu. Ciałem może będe siedzieć koło niego ale myśli będą rozgryzały jego słowa.

Justin

Megan oczywiście jest spóźniona i oczywiście zdążyła mnie już tym wkurwić. Siedziałem na pieprzonej ławce w pieprzonym parku i czekałem na nią tylko po to żeby dać jej te pieprzone pieniądze. Jeśli nie zjawi się tu za pięc minut będę musiał pofatygować się do jej mieszkania na co nie mam najmniejszej ochoty. Jeśli zobaczyłbym tego skurwiela mógłbym zrobić mu bardzo nieprzyjemne rzeczy. Nie wiedząc co ze sobą począć i jednocześnie będąc zmuszonym do czekania na nią wyjąłem telefon.

Do Deb:
" Dziękuję za dzisiejszy wieczór"

Nigdy nie starałem się o dziewczynę więc nie wiedziałem czy pisząc do niej narzucam się czy nie ale postanowiłem zaryzykować i wysłałem wiadomość. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.

Od Deb:
" To ja dziękuję. Dobranoc Justin"

Tym razem nic nie odpisałem. Dostrzegając Megan idącą w moją stronę schowałem urządzenie i czekałem aż łaskawie dosiądzie się do mnie. Przysięgam, że moja cierpliwość jest już na włosku. Oboje dobrze wiemy, że nie chce żebym wybuchł.
- Cześć - powiedziała wesoło
- Spóźniłaś się
- Przepraszam - usiadła obok mnie i zakryła twarz włosami - mały problem w domu
- Megan spójrz na mnie - poprosiłem przez zęby doskonale wiedząc co zobaczę
- Justin proszę - powiedziała niepewnie spoglądając na mnie. Prawe oko miała spuchnięte i zsiniaczone a ja czułem jak wszystko we mnie się gotuje. Zabije tego drania!
- Zabije go! Przysięgam, że go kurwa zabiję! - wstałem ale dziewczyna złapała mnie
- Justin proszę uspokój się - zamknąłem oczy i starałem się wyrównać oddech
- Co z Tommy'm? - zapytałem sucho
- Dobrze wiesz, że go nie ruszy - pociągnęła mnie w stronę ławki więc usiadłem - dzisiaj to była moja wina - spuściła głowę
- Nie ważne czyja to była wina. Nic mu nie daje prawa do bicia, rozumiesz? - zapytałem czując jak ponownie złość zaczyna we mnie rosnąć
- Ale to ja...
- Przestań go kurwa usprawiedliwaiać - przerwałem jej - to jest ostatni raz kiedy nic z tym nie zrobię. Przy kolejnym zadam mu jeszcze gorszy ból niż możecie sobie to wyobrazić i zabieram was do siebie. Wtedy nie będzie dyskusji, rozumiesz? 
- Nie sądze żeby perspektywa spotykania nas w Twoim mieszkaniu spodobała się tej ładnej brunetce
- O czym Ty do cholery mówisz? 
- Widziałam jak ratujesz jej tyłek po wyścigu - usmiechnęła się a ja od razu miałem przed oczami obraz przerażonej Debory
- Ona nie jest moją dziewczyną i trzymaj pieniądze - podałem jej kopertę
- Justin cieszę się, że w końcu...
- Przestań - przerwałem jej wiedząc do czego zmierza - jest tysiąc
- Dziekuję - ucałowała mój policzek
- Chodź odwiozę Cię o domu - wstałem i Megan zrobiła dokładnie to samo. Całą drogę milczała i szczerze ja też nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie mogłem zrozumieć dlaczego pozwala mu tak się traktować i robić to na oczach małego. Kiedy wysiadła odprowadziłem ją wzrokiem i ruszyłem przed siebie. Jeździłem po mieście bez celu aż w końcu zatrzymałem się pod domem Deb. Spojrzałem na jej okna. Widać było słabe światło. Zanim zarejestrowałem co robię ponownie stałem przed jej oknem na schodach ewakuacyjnych i pukałem w nie. Widziałem jak zarys jej postaci podnosi się z łóżka i idzie w stronę okna. Kiedy mnie zobaczyła zdziwiła się ale szybko otworzyła.
- Co Ty tu robisz? - głos miała zaspany czyli musiała juz zasypiać
- Masz może trochę miejsca w łóżku?
- Justin - powiedziała ostrzegawczo 
- Hej chce się tylko poprzytulać - uniosłem ręce w geście obronnym a ona odsunęła się tym samym dając mi znak, że mogę wejść
- Wstaje wcześnie ponieważ rano idę do pracy 
- Zabiorę Cie na śniadanie i odwiozę - powiedziałem ściągając z siebie spodnie. Czułem na sobie jej wzrok
- Wstaję przed szóstą
- Nie widzę problemu
- Zostań w niej - poprosiła kiedy chciałem ściągnąć z siebie koszulkę
- Dlaczego?
- Po prostu w niej zostań - powiedziała kładąc się do łóżka. Postanowiłem wykonać jej prośbę i zająłem miejsce obok niej. Leżała sztywno co było nawet urocze. Przyciągnąłem ją do siebie i oplotłem ramionami w talii
- Dziękuję 
- Za co? - spojrzała na mnie i czułem jak powoli jej ciało się rozluźnia
- Za to, że pozwoliłaś mi dzisiaj z Tobą spać
- A miałam inne wyjście? 
- Nie - Deb poczuła się pewniej w moich ramionach i wtuliła się we mnie. Uczucie jakie mi teraz towarzyszyło było niesamowite. Nie wiem jak mam je opisać ale nigdy wcześniej nie czułem niczego takiego jak teraz. Spokój, szczęście, poczucie bezpieczeństwa wybuchło we mnie tak nagle. Ciepło jej ciała działa tak bardzo kojąco
- Dobranoc - wymamrotała
- Dobranoc - powiedziałem ciepło i obserwowałem jak zasypia. Podziwiałem jej piękno, delikatność i jednocześnie siłę jaka od niej bije. Teraz już jestem pewny, że ta dziewczyna jest dla mnie ukojeniem i oazą spokoju. Poczułem jak moje powieki robią się ciężkie więc pozwoliłem snu nadejść. 


______________________________________________________________
Tym razem nie chciałam dawać wam powodów do myślenia "ma nas w dupie" i mamy już dwunasteczkę. Jeśli dobrze pójdzie to jeszcze w tym tygodniu pojawi się #13 ale nie obiecuję. Wszystko zależy od tego jak się ze wszystkim wyrobię. I jeśli chodzi o długość rozdziałów to chciałam tylko przypomnieć, że je o niej decyduję. Zresztą one celowo nie są długie ponieważ łatwiej mi budować napięcie i nie przegiąć z akcjami. ;)

I co sądzicie o #12? Podoba się? Pewnie zastanawia was kim jest Megan i Tommy. Obiecuję, że stopniowo będziecie dowiadywać się o nich coraz więcej. 
Kocham was - wasza Pati

PS. Odpowiedziałam na bardzo motywujący komantarz pod poprzednim rozdziałem i mam nadzieję, że autor owego komentarza przeczyta to co napisałam. ;)