Obudziły mnie promienie słoneczne przebijające się przez jasne rolety. Jęknęłam niezadowolona i nakryłam twarz poduszką. Musicie wiedzieć, że straszny ze mnie śpioch. Zasypiałam ponownie kiedy zadzwonił mój telefon. Wywróciłam oczami i wiedząc, że dzwoni mój przyjaciel odebrałam.
- Wstałaś?
- A co powiesz na jakieś dzień dobry? - zapytałam rozbawiona jego nadopiekuńczością. Od mojego przyjazdu do NY zachowywał się jak mój ojciec a nie dwudziestolatek
-Dzień dobry. Wstałaś? - zapytał ponownie
- Ummmm... Tak jakby
- Tak jakby? - jestem pewna, że właśnie wywraca zirytowany oczami
- Jeszcze leże w łóżku ale już nie śpię - odpowiedziałam rozbawiona
- Za dwie godziny zaczynasz
- Wiem, wiem -starałam się zachować powagę - już wstaję, ok?
- Nie słyszę - chyba już za długo testuję cierpliwość chłopaka - Deb wstawaj!
- Już, już - mówię rozbawiona i niezgrabnie wstaję z łóżka - już stoję na nogach i idę pod prysznic
- Chcę usłyszeć jak puszczasz wodę
- Jesteś niemożliwy - wywracam oczami i słyszę jak chłopak chichocze. Po wstrzymuję się od niemiłego komentarza, wchodzę do łazienki, odkręcam kurki i napuszczam wodę do wanny - słyszysz?
- Tak
- Zadowolony?
- Bardzo - tym razem słyszę jak chłopak wybucha śmiechem. Nic nie mówię tylko kończę rozmowę. Rozbieram się szybko i wskakuję do wanny. Jest dopiero ósma i mam jakieś półtorej godziny do wyszykowania się.
***
Stoję przed wielkim lustrem i przyglądam się sobie. Obcisłe, ciemne jeansy idealnie pasują do luźnej, białej koszulki i czarnej skóry. Całości dopełniają białe conversy i wielka szmaciana torba. Tak, ten strój zdecydowanie nadaje się na pierwszy dzień. Wyciągam kosmetyczkę, siadam przed lustrem i zabieram się za robienie makijażu. Chce wyglądać naturalnie więc nakładam cienką warstwę podkładu, tuszuję rzęsy i usta delikatnie maluję błyszczykiem. Włosy spinam w wysokiego kucyka. Sprzątam po sobie. Wychodzę z pokoju, zabieram kluczyki i po chwili zamykam drzwi wejściowe prowadzące do mieszkania Nick'a.
***
Dzisiaj zaczynam pierwszy dzień w pracy. Znalazłam ją z pomocą Nick'a i jestem z nas dumna. Thomman to mały, uroczy sklep muzyczny. Miejsce ma swój klimat a ja cieszę się, że mogę w nim pracować. Mam już doświadczenie z tego typu pracą, kocham muzykę więc czego mogę chcieć więcej? Zarobki też nie są złe więc zdecydowanie jak na chwilę obecną to praca idealna dla mnie. Stoję przed sklepem i przyglądam się witrynie. To miejsce ma zdecydowanie swój klimat. Po kilku minutach wchodzę do środka i czuję jak wszystkie zmartwienia zostawiłam przed drzwiami. Jestem tu dopiero drugi raz a już kocham to miejsce.
- Ty pewnie jesteś Debora - moją uwagę przyciąga śliczna, rudowłosa dziewczyna
- Tak - posyłam jej przyjazny uśmiech
- Jestem Sara i będziemy pracować tutaj razem - wyciąga dłoń a ja grzecznie ją ściskam
- Miło mi Cię poznać Sara - tym razem to dziewczyna się uśmiecha i zaczyna oprowadzać mnie po sklepie. Cierpliwie słucham tego co ma mi do powiedzenia. Z jej krótkiego szkolenia dowiedziałam się, że płyty podzielone są na gatunki a póżniej na roczniki ułożone w kolejności alfabetycznej. Przysługuje mi jedna trzydziestominutowa przerwa i trzy po pięć minut. Do moich obowiązków należy utrzymanie czystości w sklepie i obsługa klienta. Polubiłam tą dziewczynę. Jest bezpośrednia i wymagająca a to dobrze. Oddycham z ulgą kiedy siadamy za ladą a ona przynosi nam po puszce coli.
- Więc jesteś stąd?
- Nie - usmiecham się
- To co sprowadza Cię do tego miasta?
- Taniec
- Taniec?
- Tak - usmiecham się i zaczynam opowiadać jej o sobie. Sara słucha mnie uważnie a następnie ona opowiada o sobie. Słucham jej jak zaczarowana. Życie tej dziewczyny jest zdecydowanie ciekawsze od mojego. Ona ma dopiero dwadzieścia trzy lata a zwiedziła już pół kraju i nabrała bardzo dużo doświadczenia życiowaego i jak sama stwierdziła to nauczyło ją pokory. Nie była tancerką tak jak ja ale miała kiedyś własny zespół. Dała mi nawet próbkę tego jak spiewa i robi to niesamowicie. Byłyśmy pogrążone w rozmowie kiedy naszą uwagę przyciągnął dzwonek. Równocześnie spojrzałyśmy w tamtą stronę a mi automatycznie w brzuchu wybuchło stado rozszalałych motyli. W sklepie zjawił się nie kto inny jak seksowny chłopak.
- Deb? - spojrzał na mnie a ja miałam ochotę uciec. Przecież nie chciałam mieć z tym chłopakiem nic współnego po tym jak ostatnim razem potraktował mnie na sali - dawno Cię nie widziałem
- Myślałam, że nie chcesz patrzeć jak pieprze się z komś na środku parkietu - poczułam na sobie wrok Sary więc spojrzałam na nią i bezgłośnie powiedziałam, że wszystko jej wytłumaczę. Ostatnia rzecz jaką chcę to to żeby myślała o mnie jak o jakiejść dziwce
- To nie tak - chłopak wzdycha - ja byłem... - urywa i patrzy na mnie - nie ważne
- Jasne - odpowiadam cicho nie patrząc na chłopaka
- Dalej szukasz partnera?
- Dlaczego Cię to interesuje? - pytam zła
- Ja mogę z Tobą tańczyć
- Wyjdź z tąd! - krzyczę na chłopaka i wychodzę na zaplecze. Jescze nigdy nie spotkałam tak bezczelnego typa! Po co w ogóle przylazł do tego sklepu?!
-----------------------------------------------------
Jak zwykle nie jestem zadowolona. Zdecydowanie straciłam talent pisarski (tak mam to nazwać?). Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Przepraszam za wszelakie błędy ale w końcu udało mi sie dostać do komputera i korzystam póki mogę. Poprawię je jak tylko znowau uda mi się usiąść. ;)
Kocham was - Pati xoxo
masz talent i go nie stracilas czekam na nn fvjjchkkvuuh /@KlaudiaSwaggg
OdpowiedzUsuńChciał powiedzieć, że był zazdrosny *.* uwielbiam to opowiadanie <3 świetnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńŚwietny :*
OdpowiedzUsuńZaczęłam i jest świetne *.*
OdpowiedzUsuń